Jadczak.net
Blog i strona domowa Arkadiusza Jadczaka
-
8 Comments
6 kwietnia 2009 roku. Poniedziałek. Niby zwyczajny dzień. Ale nie dla mnie i dla mojej żony…
15.45-16.00
Zaczyna się z buta… Jak w każdym dużym szpitalu państwowym. Najpierw opierdziel, że weszliśmy na Izbę przyjęć nie dzwoniąc (oczywiście nie było napisu “proszę dzwonić” oraz drzwi były otwarte!), potem zawistne spojrzenia i pogarda w oczach pielęgniarek. Znoszę to ciężko, wstrzymuję złośc i zaciskam pięści, tylko dlatego, że to wyjątkowy dzień. Witamy w PRL! Pani z okienka o wszystko ma pretensje. Czuję się jak w ZUS lub Urzędzie Skarbowym. Ania znika w depozycie ubrań, a potem prowadza ją gdzieś dalej.16.00-16.30
Każą mi przejść za drzwi i trafiam do poczekalni dla ojców. Spaceruję. Mam wrażenie, że nikogo tu nie ma, jakby dzieci rodziły się w pustce, w pustym szpitalu na peryferiach miasta… Cisza.
16.30-16.50
Przeraźliwie chce mi się siku. Jak małemu chłopcu, ale kibla nie widać… Czekam. Wychodzi pielęgniarka, która każe mi się ubrać w zielony strój. Muszę go kupić, ale oczywiście do maszyny trzeba wrzucić monety (3×5 zł), których nie mam. W panice zaczynam pytać wszystkich czy mają rozmienić dwie dychy… Zdesperowany wybiagm korytarzami do wind, opuszczam izbę przyjęć i udaje się do głównego hallu szpitala, aby rozmienić pieniądze. Znów pogarda, tym razem sprzedawczyń w sklepach, w których nikt nie ma (nie chce) rozmienić… W końcu rozmieniam 20 zł, kupując gumę do żucia.16.50-17.00
Labirynt zielonych korytarzy… Nie wiadomo gdzie co jest, gdzie jest żona, którą zabrali (na salę?). Zero informacji. Lekki ból głowy. Chce mi się pić, ale nie piję, żeby się nie zesikać w ten piękny zielony fartuch i spodenki o pięć numerów za male (w tym kraju ciagle zakłąda się 170 cm wzrostu dla dorosłego mężczyzny)… Wszystko tu jest zielone. Można zwariować… Chodzę po tym labiryncie niczym lew. Denerwuję się. Wysyłam do Marcina, mojego wspólnika, z telefonu maila ze zdjęciem, które sobie robię, przyznając się, że jestem zdenerwowany. “Tak, da się zauważyć” – odpisuje po chwili.

17.15
Chyba coś się dzieje. Pielęgniarki kręcą się i uwijają, ruszając tymi swoimi zgrabnymi tyłkami. Zmiana?17.30
Piszę SMS’a do córki, żeby się nie martwiła. Córkę “przechowujemy” u znajomych. Spędzi tam w sumie dwa dni, bo ja muszę jutro jechać do Warszawy.17.41
Wchodzę do Ani na salę porodową. Leży na łóżku podłączona do KTG, w oczekiwaniu na jej kolej. Ma gorączkę z wrażenia. Ja też. Ale jesteśmy wreszcie razem :-) Jestem przy niej. Trzymam ją za rękę.18.01
Bolą mnie nogi. ciągle stoję lub chodzę. Tak, pamiętam to z pierwszego porodu. Kobieta leży, mężczyzna stoi. Ciekawe ile dziś kilometrów przejdę… Czeka mnie cudowny spacer.18.15
Kobieta obok rodzi. Czekamy aż urodzi. – Pani Dominiko, prze bardziej? – pyta co chwila położna.18.22
Proponują nam spacer. Chodzimy z Anią zielonymi korytarzami. Znow zielone korytarze… Odnajdujemy toaletę zakamuflowaną w pomieszczeniu o jakże poetyckiej nazwie nazwie “Brudownik” ;-) Wielka ulga. Ania też korzysta. Okazuje się, że jedna z dyżurujących położnych nazywa się Ewa Jatczak. Niezły zbieg okoliczności. Dobry znak.

18.54
Zaczynamy! Wołają nas i Anię od razu znieczulają.19.03
Nie pozwolili mi wejść… Stoję przy punkcie noworodkowym. Mają mi dać znać jak już będzie dzidziuś. Jestem wściekły. Biegnę jeszcze do lekarza prosząc, żeby mnie wpuścił. Odmawia i jeszcze na mnie krzyczy.19.06
Zamknęli drzwi do sali operacyjnej/porodowej. Przystawiam ucho-nasłuchuję płaczu. To dla mnie będzie znak, że już, że już mam syna.

19.15
Jest! Słyszę. Ale drzwi są zamknięte i nie wpuszczają mnie. Katorga. Mnie nie wolno dotknąć, a dotykają go obce baby. Słucham ich rozmów – Ale mnie osikał. – No facet, ale jesteś długi. Mam wrażenie, że robią sobie z nim zdjęcia… Ale po chwili gryzę się w wargi – to są jakieś medialne koszmary i uprzedzenia.19.20
Wpuszczają mnie. Zakładam maskę na twarz i czepek na głowę podane przez pielęgniarkę. Antoś jest piękny, długi (58 cm) i chudy (2970 gramm’ów). Zupełnie jak ja w młodości… Ecce homo!

19.25
Dotykam go palcami, głaszczę po główce. Płacze, ale uspokaja sie po chwili, jakby już wiedział, że jestem.19.30
Zabierają go na górę na oddział noworodków na szczepienia. Nie pozwalają mi z nim jechać. Zostaję przed salą operacyjną – czekam na Anię. Deja vu. Dzwonię do Neli – krzyczę do niej, że Antek już jest! Że ma brata, że wreszcie się urodził. – I co powiedział? – pyta moja córka… Jestem szczęśliwym tatą. “Complimenti Padre” – pisze do mnie w SMSie Bolek, brat Marcina, który także trzymał kciuki.19.45
Wywożą Anię z sali operacyjnej. Przez chwilę jej towarzyszę, po czym jadę na górę, na piąte piętro do Antka. Jestem tak podniecony, że się jąkam pytając pielęgniarki, gdzie leży mój syn.20.00
Spędzam z nim 3 minuty. Na tyle mi pozwalają pielęgniarki. Zapada noc. – Dobranoc mój synu. Robię mu zdjęcie w inkubatorze, gdzie się dogrzewa i zjeżdżam na dół do żony.
20.00-23.58
Siedzę przy Ani na sali pooperacyjnej. Opowiadam jej jak wygląda Antek, pokazuję jej zdjęcia naszego syna. Masuję od czasu do czasu jej nogi, w których nie ma czucia po znieczuleniu. Wciąż mamy nadzieję, że jeśli do 23.00 odpuści jej znieczulenie i stanie na nogach (dosłownie) – przewiozą ją na górę do dziecka. Ale tak się nie dzieje. Ania jest wykończona, pielęgniarki dyżurne zapraszają mnie na 07.00 rano, kiedy to prawdopodobnie przewiozą Anię do dziecka. Jesteśmy niby w czwórkę, ale bez naszych dzieci… Wykorzystujemy to na trzymanie się za rękę i rozmowy: o naszej rodzinie, o tym czy będzie lepiej, o wszystkim. Powoli dogasa dzień pełen wrażeń. Dzień, w którym Ania po raz drugi została matką, a ja ojcem…P.S. Tego “bloga” pisałem na iPhone, korzystając z narzędzia “Notatki”. Zdjęcia robiłem też na iPhone. Rozważałem jeszcze nagranie głosu syna na “QuickVoice”, ale byłem chyba juz zbyt podniecony, aby poza słowem i zdjęciami, zająć się jeszcze trzecim medium przekazu. Dzięki iPhone wszystko to, co widziałem – wysyłałem bliskim osobom. Uważam, że iPhone jest najlepszym narzędziem dla mężczyzny towarzyszącemu żonie pdoczas porodu – nie ma w tym przesady. Sprawdził się po prostu w warunkach bojowych. I właśnie dzięki niemu to czytacie oraz oglądacie :-)
GD Star Rating
loading...GD Star Rating
loading...

Ostatnie komentarze