Jadczak.net
Blog i strona domowa Arkadiusza Jadczaka
-
1 CommentPróbując przekonać moje dziecko, aby poszło ze mną na wybory, zacząłem układać w głowie wszystkie najważniejsze powody, dla których warto iść na wybory z dzieckiem. Oto i one:
- Uczymy dziecko spełniać obowiązek obywatelski, ale co ważniejsze: korzystać z przywileju jakim jest prawo do decydowania o losach kraju. Jeśli z jakichś powodów nie chcą tego robić bierni Polacy w wieku wyborczym – niech przynajmniej te doświadczenia zdobywają młodzi Polacy w wieku przedwyborczym :-)
- Im wcześniej zapoznamy dziecko z programem danego człowieka, danej partii czy opcji politycznej – tym wcześniej zacznie je rozumieć (jeśli w ogóle te programy istnieją, sami je rozumiemy i cokolwiek z tego pamiętamy oraz jesteśmy w stanie przekazać tę wiedzę innym ;-)) Dlatego warto to rzetelnie tłumaczyć, rozmawiać z dzieckiem na temat wszystkich kandydatów i tego, o co walczą. Pozwoli to „połapać się” dziecku w skomplikowanym dziś świecie, w którym coraz więcej różnic (w polityce także) zaciera się…
- Dziecko zachęcone przez nas do aktywnego udziału w wyborach będzie w dalekiej przyszłości chodzić na wybory podejmować za nas decyzje, kiedy będziemy już starzy. A jeśli będziemy w pełni sprawni przynajmniej umysłowo – wtedy ono będzie nam tłumaczyć te wszystkie zawiłości polityki. Jest to zatem inwestycja intelektualna, która raczej na pewno się zwróci
- Oddając dziecku prawo do skreślenia odpowiedniej rubryki na karcie do głosowania dajemy mu szansę na wzięcia udziału, współuczestniczenia w procedurze wyborów przez co może zrozumieć czym żyją rodzice, o czym mówią ostatnimi czasy, dlaczego się tym interesują, a niektórzy nawet pasjonują (szczególnie w wieczór wyborczy) – dodatkowo może dzięki nam odczuć duch tego współzawodnictwa, wyścigu do fotela prezydenckiego
- Biorąc ze sobą dziecko na wybory dajemy mu żywą lekcję demokracji, o której dzieci w wieku przedszkolnym lub wczesno-szkolnym będą się uczyć za moment na lekcjach historii, wiedzy o społeczeństwie, a może nawet języka polskiego (chyba, że do gry wróci Roman G. i będą tylko lekcje religii albo nastanie IV RP i jedynym tematem lekcji będzie Katyń 1940 i Smoleńsk 2010 ;-)
- Pokazując dziecku poprzez spacer do urny wyborczej, tłumacząc, że głos leży w naszych rękach, jednym słowem: aktywnie uczestnicząc w wyborach – prezentujemy postawę proaktywną, w której bez względu na wynik wyborów (jakkolwiek szokujący by nie był) nie poddajemy się i walczymy do końca wykazując postawę aktywną, a nie bierną. Dziecku taka postawa przyda się w całym życiu, nie tylko raz na 4 lub raz na 5 lat
- Zabierając dziecko na Wybory jesteśmy w stanie później, na konkretnym, życiowym przykładzie – objaśnić mu związek przyczynowo-skutkowy. Pojęcie IV Rzeczpospolitej nie będzie już na przykład tak abstrakcyjne jak jest dziś… Dodatkowo jeśli wygra nie nasz kandydat – można będzie zrzucać na niego winę przez najbliższe 5 lat, tłumacząc dziecku dlaczego nie głosowaliśmy właśnie na tego kandydata, chcąc ochronić dziecko przed tą falą głupoty politycznej
- Idąc z dzieckiem do urny dajemy mu niezwykłą frajdę – wypełnianie za nas karty wyborczej – stawianie krzyżyka, składanie i wrzucanie karty do urny wyborczej – to czysta przyjemność – dziecko może poczuć się ważne, wręcz kluczowe w całym procesie głosowania – w końcu to ono „głosowało” a nie my :-) Dlatego warto też uwiecznić to na fotografii
- Z wyborów można uczynić wręcz piknik rodzinny, szczególnie gdy druga tura wypada w wakacje ;-) Oczekiwanie na pójście do urny (niekoniecznie w kościele, gdzie dziecko będzie słuchać wyłącznie o krwi na rękach polskiego premiera lub zapozna się dokładnie z teorią spiskową i zacznie jeszcze w nią wierzyć), obiad rodzinny, spacer w pełnym słońcu – to wszystko, przy założeniu, że nie jesteśmy na urlopie w górach, na Open’erze lub już nie uciekliśmy do Londynu w obawie przed IV-tą Rzeczpospolitą – może stanowić miłą całość, uroczystość rodzinną
- Mając w chwili głosowania, oddawania ważnego głosu, dziecko przed sobą – na pewno dokonamy racjonalnego wyboru. Będąc w lokalu wyborczym sami moglibyśmy jeszcze przez przypadek poddać się negatywnym emocjom związanym z tragedią smoleńską i postawić krzyżyk, nie tam, gdzie trzeba… Towarzystwo dziecka zapewni nam racjonalne myślenie – nikt bowiem normalny mając na rękach swoje ukochane dziecko nie zagłosuje tak, aby pogrzebać szanse na to, by jego dziecko za pięć lat płaciło Euro zamiast ciągle niestabilną złotówką, czerpało korzyści z obecności w Unii Europejskiej.
Dlatego zejdźmy wszyscy z gorącej plaży 4 lipca, zjedźmy kolejką z Kasprowego na Krupówki, przerwijmy na chwilę taniec pod sceną w sexownych kaloszach na Open’erze i podjedźmy do Centrum Gdyni… Idźmy, jedźmy, biegnijmy do lokalu razem z naszymi pociechami i patrząc im głęboko w oczy odpowiedzmy sobie na pytanie: „czy ojcem narodu może być człowiek, który sam nie jest ojcem?”, „czy mężem stanu może być ktoś, kto nie jest mężem?”, „czy kimś wielkim może być ktoś mały?” i jeśli uzyskamy 3 odpowiedzi „nie” – zagłosujmy na „Tego Pana w wąsach”, jak mówi moja córka Nela. Wąsy też mają znaczenie, a drugi kandydat też ich nie ma ;-)
GD Star Rating
loading...GD Star Rating
loading...

Ostatnie komentarze