-
Bajka na koniec wieku
No CommentsArkadiusz Jadczak
Kiedy kosmici przylecieli na Ziemię pewnej zimy, tuż pod koniec stulecia, wystawili swe długie lunety, by popatrzeć z orbity okołoziemskiej jak wyglądają mieszkańcy tej dziwnej i obcej im planety. Pierwszą rzeczą, która rzuciła im się w oczy – były właśnie rzeczy. Otóż wszyscy ludzie otoczeni byli różnymi przedmiotami. Mniejszymi i większymi, okrągłymi i kwadratowymi, świecącymi i matowymi. W pierwszej chwili kosmici mieli nawet wątpliwości, czy to nie owe martwe i nieruchome rzeczy są właściwymi mieszkańcami Ziemi, ale po kilku dniach obserwacji uznali, że to jednak owe pokraczne, żywe istoty panują na tej planecie, a wszystkie kolorowe i mniej kolorowe przedmioty są im podporządkowane bez granic. Postanowili jednak na wszelki wypadek przyglądać się tej dziwnej planecie jeszcze przez jakiś czas.
Ale po miesiącu Kosmici byli już znudzeni tym podglądaniem niemrawych i ospałych ludzi. Pogoda również nie zachęcała ich do zejścia na zimną, deszczową planetę. Wszystkie czynności wykonywane przez mieszkańców Ziemi wydały się Kosmitom nużące, powtarzalne i zwyczajne. Do tego stopnia nie podobało im się to, co robią ludzie – że nie próbowali nawet ani razu ich naśladować, co prawdziwi Kosmici, jak wszystkim wiadomo, mają w zwyczaju robić bardzo często.
Aż tu nagle, pewnego dnia, przemknął obok ich statku kosmicznego krążącego po orbicie okołoziemskiej – niezidentyfikowany obiekt latający. Ku ich zdziwieniu siedział na nim stary człowiek z długą, siwą brodą, cały ubrany na czerwono. Kosmici wcale nie byli pewni, czy to rzeczywiście był jakiś człowiek ? jego lot trwał bowiem zbyt krótko, ale ponieważ pojazd był wypełniony kolorowymi przedmiotami ? uznali, że to jakiś ekscentryczny Ziemianin zabrał swoje rzeczy w kosmos na przejażdżkę. Z całej tej sceny Kosmici zapamiętali szczególnie szeroki uśmiech pilota statku kosmicznego w wersji cabrio. To był pierwszy uśmiech na twarzy obserwowanych mieszkańców tej części galaktyki, który widzieli od momentu przybycia na Ziemię. I to ich zdziwiło i zarazem zainteresowało dużo bardziej od faktu, że ktoś lata w kosmosie ze swoimi rzeczami. Uwagę Kosmitów zwrócił też fakt, że ów pojazd, który przemknął obok ich statku – nie był widoczny na super nowoczesnych radarach pokładowych. Dlatego postanowili tropić i bacznie obserwować przez lunety owego wesołego pilota w czerwonej czapce z białym pomponem.
Jakże się jednak zdziwili, gdy okazało się, że ów dziwaczny stwór ubrany na czerwono, zamiast gromadzić w swym pojeździe coraz więcej pudełek i paczek, jak to mieszkańcy Ziemi mają w zwyczaju ? zaczął je rozdawać przypadkowo spotkanym ludziom na ulicach i w domach. Kosmici uznali starca za osobę szaloną, odszczepieńca i zaczęli nawet podejrzewać, że to jakiś konkurencyjny przybysz z innej planety. Gdy jednak okazało się, że ludzie obdarowani pudełkami przyjmowali go w swych domach z radością i gościną, a po wręczeniu przez niego podarków byli szczęśliwi i uśmiechnięci ? Kosmici pomyśleli, że siwobrody kurier ma do spełnienia jakąś ważną misję.
A kiedy skończyły mu się wszystkie pudełka i paczki ? wsiadł z powrotem do swojego pojazdu i ponownie przeszył wielkim pędem orbitę okołoziemską, cudem nie zderzając się ze statkiem kosmitów.
Przemierzał tę trasę tego dnia aż do późnego wieczora kilkaset razy. Kosmitów aż rozbolały zielone oczy od patrzenia przez lunety i śledzenia podróży brodatego pilota. Tym bardziej, że odwiedzał coraz to bardziej odległe części Ziemi, poruszając się swym dziwacznym pojazdem z Północy na Południe i z Zachodu na Wschód. Byli jednakże pełni podziwu dla niego: dla jego wspaniałego gestu, dobroci, wytrwałości i ogromnego trudu obdarowywania pudełkami prawie wszystkich ludzi. Zmartwiło ich tylko, że nie wszyscy mieszkańcy Ziemi otrzymali pudełka i paczki. W jaki bowiem sposób jeden uśmiechnięty pilot mógł zadowolić wszystkich ludzi? Kosmici zdawali sobie sprawę, że to niemożliwe. Jednak przybyszom z końca galaktyki tak spodobał się ten gest owego wesołego podróżnika, że postanowili upodobnić się do niego czym prędzej. Wreszcie mieli okazję, by naśladować kogoś z mieszkańców Ziemi. Ponieważ jednak nie mieli przy sobie tak dużo czerwonego materiału, waty na sztuczną brodę i białych pomponów, nie mówiąc już o pudełkach, a nie chcieli ujawniać się bez powodu ? zdecydowali, że nie zejdą na Ziemię tej zimy, tylko wrócą na swoją planetę i przylecą tu wyposażeni w pełni, w przyszłym roku. A dlaczego dopiero w przyszłym roku? Mieszkają bowiem tak daleko, że podróż do ich rodzinnej planety i z powrotem trwa równo kalendarzowy rok ziemski i mimo zaawansowanej technologii kosmicznej nie mogą pokonać tego dystansu szybciej.
Ostatecznie Kosmici zrozumieli, że też muszą mieć swoją misję i nie mogą przybywać na Ziemię tak bez powodu ? uświadomili sobie to właśnie teraz i szybko uruchomili silniki, po czym skierowali swój statek kosmiczny w najdalsze otchłanie galaktyki.
Właśnie są w drodze i wszystko wskazuje na to, że przybędą na Ziemię dokładnie za rok. Musimy być cierpliwi, jeśli chcemy ich wreszcie zobaczyć na naszej planecie. Niestety już nie stanie się to w dwudziestym wieku, choć wszyscy ludzie z niecierpliwością czekali na ten moment. No cóż, pozostaje nam tylko wierzyć, że Kosmici wrócą do tej części galaktyki w następnym stuleciu, pomogą siwemu pilotowi w jego ciężkiej pracy i dzięki temu, że do nas przylecą ? wszyscy ich wreszcie poznamy i wszyscy dostaniemy jakieś pudełka. I już nie będzie tak, że jedni mają jakieś rzeczy, a inni ich nie mają lub jedne pudełka błyszczą się bardziej od drugich. Już Kosmici o to zadbają!
W dwudziestym pierwszym wieku czekają nas zatem kosmiczne święta. A tymczasem pozostaje nam cieszyć się tym, co mamy, nawet jeśli to nie są pudełka…
GD Star Rating
loading...GD Star Rating
loading...

Ostatnie komentarze