Jadczak.net Blog i strona domowa Arkadiusza Jadczaka

Podaj dalej

Bookmark and Share

Archiwum

Kalendarz moich wpisów

February 2012
M T W T F S S
« Oct    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  

Sprawdź, gdzie byłem

    Powered by FourSquare Recent Checkins

    Strona domowa

    • Bajka o latających piórnikach

      Arkadiusz Jadczak

      Pewnego majowego dnia w jednej ze szkół podstawowych w małym mieście, uczniom zaczęły znikać chińskie piórniki. Jeden po drugim ginęły ? zupełnie jakby je ktoś świadomie wynosił lub chował. Od tego czasu dzieci nudziły się potwornie podczas lekcji; dziewczynki już nie mogły przeglądać się w małych lusterkach i przyklejać kolorowe naklejki z Myszką Miki i kaczorem Donaldem, a chłopcy nie mogli wypisywać: ?love Beata? długopisem typu ?Zenith? i nie mieli gdzie chować gum do żucia. Nauczyciele przez kilka dni niepokoili się, co dzieje się z piórnikami ich podopiecznych. Ponieważ myśleli, że to dowcip, zaczęli im stawiać dwóje do dziennika. Rodzice martwili się złymi ocenami swoich pociech i brakiem drogocennych puzderek Made in China. Zniknięcie wszystkich piórników ze szkoły ? pozostawało ciągle wielką tajemnicą…

      W pewien ciepły wieczór pan Janek ? szkolny dozorca ? wyszedł z psem na spacer, na boisko szkolne. To, co tam ujrzał o zmierzchu, na długo pozostało mu w pamięci… Z okien szatni, od strony wyjścia na boisko, maszerowały, jeden za drugim, chińskie piórniki. Wychodziły przeciskając się przez wąskie oczka krat i podążały w kierunku bieżni za swoim ?przywódcą?. Kiedy już wszystkie wyszły z ukrycia ? ustawiły się w dwuszeregu na żwirowej bieżni i po komendzie zaczęły przygotowywać się do startu. Wtem Czarek, młody pies pana Janka, zaszczekał tak głośno jak tylko potrafił. Przestraszone piórniki poderwały się nagle do lotu i wzbiły wysoko w górę ponad drzewa. Pies gonił jeszcze dwa ostatnie, które się nieco zagapiły, ale i te wkrótce oderwały się od ziemi, uciekając przed niebezpieczeństwem. Dozorca stał tak jeszcze przez dłuższą chwilę i nie wierzył własnym oczom. Ponad jego głową, na tle iskrzących gwiazd, kołowało stado chińskich piórników… Najpierw latały w nieładzie, chaotycznie rozproszone niczym gromadka dzieci na korytarzu podczas długiej przerwy, potem ustawiły się i rozciągnęły w olbrzymi krąg, aż w końcu utworzyły regularny klucz. Zupełnie jak ptaki…

      Trwało to może piętnaście minut. Pan Janek przyglądałby się im z pewnością dłużej, jednak musiał wracać na służbę. Odprowadził psa i ciągle jeszcze bardzo zdumiony tym, co się stało ? jął się zastanawiać, jak to możliwe, by piórniki latały… Tak długo i intensywnie się zastanawiał, że w końcu zasnął. Obudziły go odgłosy dzieci przychodzących do szkoły. Pomyślał, że to wszystko, co widział w nocy, było niezwykłym snem.

      Piórników jednak wciąż nie było w szkole. Na wszelki wypadek następnego dnia, wieczorem, pan Janek ponownie wyszedł na boisko szkolne. Czekał znudzony ponad godzinę i kiedy już miał wracać, bo robiło się coraz chłodniej, usłyszał niepokojące odgłosy tuż przy sali gimnastycznej. Zbliżył się do szyb i zajrzał do jej ciemnego wnętrza. W pierwszej chwili nic nie zobaczył, ale gdy się dokładnie przyjrzał, jego oczom ukazał się korowód chińskich piórników maszerujących od jednego do drugiego końca sali gimnastycznej. Zaginione piórniki, tej nocy, brały udział w regularnych manewrach, a na ich zakończenie, urządziły sobie małą defiladę. Pan Janek nieco się przestraszył bojowo nastawionych piórników i cichutko, na palcach, wycofał się w głąb boiska, a potem wrócił do pracy. Nad ranem postanowił, że nic nie powie nikomu, tylko sam złapie nieposłuszne piórniki.

      Nazajutrz zaczął szukać w sklepach siatkę na motyle. Szukał, szukał i w końcu nie znalazł. Poprosił więc o pomoc kolegę wędkarza ? pana Waldka. Pożyczył od niego wielki podbierak na szczupaki, zabrał ze sobą kilkanaście płóciennych worków na ziemniaki i zaczaił się w nocy w miejscu, gdzie pierwszy raz widział latające piórniki. Rozłożył wszystkie worki na ziemi, tak by mógł szybko chować do nich złapane piórniki i zaczaił się w krzakach. Czekał niecierpliwie na swoje ofiary. Gdy usłyszał charakterystyczne dla piórników skrzypienie, wyjrzał zza krzaków. Tak, jak pierwszej nocy, piórniki wychodziły z szatni przez zakratowane okno. Pan Janek postanowił, że poczeka aż ostatni piórnik wygramoli się na zewnątrz i dopiero wtedy zacznie łapać je w siatkę. Pochód powoli się kończył. Dozorca szkolny podniósł podbierak i kiedy już właśnie miał wybiec z krzaków – usłyszał swojego psa nadbiegającego od strony sali gimnastycznej. Czarek ujadał i szczekał tak głośno, że wystraszone piórniki wpadły w panikę i rozproszyły się gwałtownie po całym boisku szkolnym. Były tak zaskoczone tym nagłym atakiem, że zapomniały jak się lata… Pan Janek biegając dookoła boiska, z łatwością wyłapał wszystkie piórniki i schował je do worków po ziemniakach. Całą zdobycz przechował do rana w magazynku, tuż pod schodami.

      Nazajutrz poszedł do dyrektora aby pochwalić się tym, co udało mu się zrobić zeszłej nocy. Dyrektor Ciamaga natychmiast zwołał apel na długiej przerwie. Cała szkoła ? wszyscy uczniowie i nauczyciele – zebrali się w sali gimnastycznej. Tuż przed drabinkami do ćwiczeń leżało kilkanaście płóciennych worków na ziemniaki, wypełnionych po brzegi tajemniczymi przedmiotami. Dyrektor Ciamaga i pan Janek stali tuż obok. Rozpoczął się apel. Dzieci stały w dwuszeregach ustawione przez nauczycieli po kolei klasami: od I a do VIII c. Dyrektor oznajmił przez mikrofon, że wszystkie piórniki wreszcie się znalazły.

      - Wasze piórniki zbuntowały się i uciekły, bo były źle traktowane ? mówił donośnie z groźną miną. – Teraz są całe i zdrowe, ale nie trafią do swoich właścicieli, dopóki wszyscy nie złożą ślubowania, tu i teraz, że nigdy więcej nie będą już maltretować swoje pomoce szkolne, wypisując na nich bazgroły długopisem typu ?Zenith? i przyklejając na nie naklejki oraz gumy do żucia!

      W sali gimnastycznej zapadła cisza.

      Pan Janek wziął do ręki sztandar szkoły, uniósł go ja należy, a dyrektor Ciamaga spytał czy wszyscy zainteresowani uczniowie przyrzekają dbać o dobre imię piórników, strzec je jak oka w głowie i szanować jak domowe zwierzaki.

      Dzieci odpowiedziały chórem: ?Przyrzekamy? i Pan Janek w obecności  wszystkich zapytał teraz piórniki, czy chcą wrócić do swoich właścicieli. Z worków na ziemniaki dobiegło głośne miauczenie, które oznaczało, że chińskie piórniki zgadzają się dalej służyć dzieciom. Tak przynajmniej twierdził pan Janek, który już zdążył nauczyć się języka piórników i bardzo się z nimi zaprzyjaźnił.

      Dyrektor Ciamaga uroczyście otworzył wszystkie worki, z których wychodziły na parkiet całe gromady różowych i kremowych piórników Made in China, tworząc zwarty szyk i maszerując następnie wzdłuż sali gimnastycznej. Paradzie piórników towarzyszyły gromkie brawa i okrzyki radości uczniów. Na zakończenie niespodziewanego apelu piórniki wzbiły się w górę i fruwały do końca długiej przerwy, pokazując swoje umiejętności akrobatyczne tuż pod sufitem.

      Nigdy więcej już nie latały ani nie uciekały dzieciom, bo były czyste i zadbane. Ich dawni właściciele mają teraz swoje dzieci i opowiadają im bajki, jak to dawno, dawno temu, pewnego majowego dnia w jednej ze szkół podstawowych w małym mieście, uczniom zaczęły znikać chińskie piórniki…

      A co dzieje się dziś z tamtymi piórnikami sprzed lat? Całkiem zapomniane i ukrywane głęboko w szufladach, wychodzą czasem o północy na umówione spotkania na boisku szkolnym i po krótkiej rozgrzewce na żwirowej bieżni, wzbijają się w górę, by sobie trochę polatać i poczuć się wolne jak ptak. Bo tak naprawdę wszyscy, nawet piórniki, chcą latać…

      GD Star Rating
      loading...
      GD Star Rating
      loading...
      Bajka o latających piórnikach, 7.0 out of 10 based on 1 rating
      No Comments
     
    Get Adobe Flash playerPlugin by wpburn.com wordpress themes