-
Bajka o trzech posągach
No CommentsArkadiusz Jadczak
W pewnym znanym mieście, w jego najstarszej części, niedaleko rzeki ? stały sobie trzy posągi. W niewielkiej odległości od siebie, ustawione plecami do czerwonego zabytkowego muru ? spoglądały na przechadzających się tędy turystów, zagranicznych gości, spacerowiczów i sprzedawców widokówek. Tak więc te trzy posągi: leciwy król wsparty na szczycie kolumny na wysokim krzyżu, groźny szewc Jan kroczący z szablą w ręku na czele jakiegoś tam powstania i mały chłopiec w ciężkim hełmie na głowie z biało czerwoną przepaską i karabinem w ręku ? wszyscy oni stali smutni i nieruchomi, patrząc całymi dniami na uśmiechniętych i szczęśliwych ludzi. Było im bardzo, ale to bardzo przykro, że nie mogą tak, jak ci wszyscy na dole ? zejść właśnie w tej chwili na bruk i pobiec nad rzekę lub usiąść w cieniu na ławce…
Leciwy król z żalem spoglądał na małego powstańca, który tęsknił do swojej matki i stał samotnie na drugim końcu. Groźnemu szewcowi było żal leciwego króla, który niegdyś wskakiwał w biegu na konia, a dziś musi stać w pełnym słońcu, ubrany w grube szaty i z braku sił wspierać się na wysokim krzyżu. Mały chłopiec także patrzył na stojącego ponad wszystkimi króla, tyle że patrzył z zazdrością. A leciwy król wzdychał, kiedy ukradkiem, z pewna nieśmiałością spoglądał na dziarskiego szewca, który mógłby tak naprawdę podbić pół Europy, a nie stać w tym miejscu i być pośmiewiskiem dla gapiów z powodu swoich zbyt długich wąsów…
Posągi widziały się nawzajem, ale nigdy ze sobą nie rozmawiały. Czasami tylko kichały, gdy ktoś przechodził z fajką w ustach i puszczał chmurki aromatycznego dymu. I pewnie staliby tak jeszcze ze sto dziewiętnaście lat, gdyby nie pewien… Ale po kolei.
Pięknego letniego dnia, przyjechał w te strony, z mniejszego miasta, pewien młody człowiek. Przyjechał tylko na cztery dni. Nie był samotny. Miał piękną i mądrą kobietę, którą niestety musiał zostawić w domu na czas swojego wyjazdu służbowego. Nie mieli dzieci, choć byli silni i młodzi. Zapracowani i ciągle zajęci ? poświęcali sobie nawzajem każdą minutę wolnego czasu, marząc o tym, by spędzić ze sobą całe życie i móc wreszcie wychować swoje dziecko.
Ów młody człowiek przyjechał tu niezwykle smutny. Musiał bowiem zostawić swoją ukochaną kobietę samą w domu, a ona potrzebowała jego obecności i bliskości, ponieważ zdawała w tym czasie najważniejszy egzamin w swoim życiu. Tak więc ów młody człowiek zamieszkał naprzeciw trzech posągów, w najstarszej części tego znanego miasta, niedaleko rzeki. Z okien jego poddasza było widać trzy smutne posągi.
Nie spotykał nikogo w cichej i chłodnej kamienicy. Mieszkał sam i strasznie, ale to strasznie tęsknił do swojej kobiety. Wracał wieczorami do pustego mieszkania służbowego na poddaszu, wyglądał przez okno, ale na zewnątrz nie widział nic prócz smutnych twarzy trzech posągów. I kiedy tak patrzył, postanowił do nich przemówić. Czuł, że nie będzie mógł zasnąć tej pierwszej nocy i dlatego musi odezwać się choćby do jednego z posągów. Zszedł zatem na dół po schodach i ruszył w kierunku króla. Usiadł tuż przy kolumnie. Dookoła nie było nikogo, prócz Zygmunta. Mógł więc mówić głośno.
- Jestem samotny. Przyszedłem z kimś porozmawiać, odezwać się, choćby do kamienia ? powiedział.
A król schylił swoją kamienną głowę i przemówił:
- Mówisz, że jesteś samotny? A cóż ja mam powiedzieć? Stoję tu od siedemnastego wieku i tylko pięć lat mnie tu nie było. Ale wtedy cierpiałem od ran jak całe miasto, więc wróciłem na stare miejsce z przyjemnością, ciesząc się zdrowiem, tak, jak wszyscy.
Przestraszony młody człowiek wstał natychmiast i spojrzał w górę na króla. I kiedy zobaczył jego smutną i sędziwą twarz pooraną bruzdami czasu, zrobiło mu się go żal.
- Skoro ja jestem zmuszony być sam w tym mieście ? przemówił do Zygmunta ? niech chociaż Wasza Wysokość nie będzie samotny. Zejdź Panie do mnie, daj mi swój krzyż i stroje, przebiorę się za Ciebie i stanę na kolumnie… A Wasza Wysokość pójdzie na długi spacer lub odwiedzi ludzi, gdziekolwiek chce. Musi Wasza Wysokość jedynie wrócić do mnie punktualnie nad ranem.
Tak też się stało. Król zszedł z kolumny, przebrał się w ubrania młodego człowieka, wsiadł do InterCity i pojechał do Krakowa odwiedzić miasto dawnych królów…
Wrócił, jak obiecał – nad ranem. Obudził młodego człowieka, podziękował mu, przebrał się w swoje stare stroje i stanął znów na kolumnie.
Następnego wieczora młody człowiek podszedł do groźnego szewca Jana. Bał się jego ostrej szabli i buńczucznej miny. Odezwał się jednak do kamienia, bo było mu bardzo smutno i znów czuł się samotny.
- Jak śmiesz, młodziku, twierdzić że jest ci smutno i jesteś samotny! Ja stoję tu od ponad sześćdziesięciu lat, choć zmarłem dużo, dużo wcześniej. Czuję się wodzem ludu tego miasta! A muszę stać w rozkroku z uniesioną szablą i nie wolno mi zrobić ani jednego ruchu…
- Panie, wiem, że dzielniejszego w okolicy próżno szukać i chciałbyś nawet przeciw NATO walczyć… Ale zostaw mi swą szablę i sukmanę. Stanę tu na Twoim miejscu, a Ty idź, by nie być samotnym; idź do karczmy ? tylko wróć nad ranem!
Tak też się stało. Szewc Jan wrócił nieco podchmielony, wziął do ręki ostrą szablę i stanął znów na starym miejscu.
Trzeciego dnia , młody człowiek chciał iść do małego chłopca. Ociągał się jednak strasznie, pomimo, że znów czuł się samotny. Myślał wciąż o swojej kobiecie, tęsknił do niej, a widok tego dziecka jeszcze bardziej napawał go smutkiem. W końcu jednak wyszedł z mieszkania około północy i podszedł do małego powstańca. Zamiast odezwać się do niego ? przykrył go swoja marynarką i przytulił jak własne dziecko.
Wtem chłopiec przebudził się , upuścił ciężki karabin i zaczął płakać.
- Czemu płaczesz? ? zapytał młody człowiek.
- Jestem sierotą. Moi rodzice zginęli w czasie wojny. Szukałem ich jeszcze kilka lat po wojnie, ale nie znalazłem. Więc stoję tu samotny i żyję nadzieją, że kiedyś zajmę miejsce szewca Jana, a potem będę stał w chwale ? jak nasz król na końcu muru. Nie jestem tak dzielny jak oni; nie walczyłem przez całe życie ani nie rządziłem krajem. Ale mam hełm i karabin!
Młody człowiek przytulił dziecko jeszcze mocniej do swojej piersi i tak przemówił:
- Nie staraj się być dorosłym, nie staraj się troskać i ginąć tak, jak oni. Historia przemieniła was w kamień… Ale Twoja dusza jeszcze nie przemieniła się w kamień. Zostaw karabin, hełm i te świeże kwiaty. Jesteś małym dzieckiem. Potrzebujesz opieki i ciepła. Im wystarczyła jedna noc wśród ludzi. – Młody człowiek pokazał palcem na dwa pozostałe posągi. ? Przed Tobą całe życie… Choć ze mną. Ukryję Cię w mieszkaniu na poddaszu. A po południu wrócimy do mojego domu. I zamieszkasz ze mną oraz moja kobietą, która będzie Ci matką.
I chłopiec po raz pierwszy się uśmiechnął. Poszli razem do małego mieszkania na poddaszu i położyli się razem spać. Po południu zaś wyjechali mniejszego miasta, gdzie czekała na młodego człowieka jego ukochana kobieta. Tego dnia cieszyli się podwójnie ? z jej pomyślnie zdanego egzaminu i z pojawienia się cudownego dziecka. I żyli w trójkę długo i szczęśliwie.
A co z pustym miejscem po pomniku ? zapytacie pewnie? Nikt tak naprawdę go nie zauważył. Turyści myśleli, że rozpoczął się jakiś remont i przestali tam chodzić, a rodowici mieszkańcy i tak tam w ogóle nie zaglądali. Kto zresztą chciałby patrzeć na dziecko z kamienia? No powiedźcie sami ? Wy, którzy macie lub marzycie, by mieć własne dziecko?
GD Star Rating
loading...GD Star Rating
loading...

Ostatnie komentarze