Jadczak.net Blog i strona domowa Arkadiusza Jadczaka

Podaj dalej

Bookmark and Share

Archiwum

Kalendarz moich wpisów

February 2012
M T W T F S S
« Oct    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  

Sprawdź, gdzie byłem

    Powered by FourSquare Recent Checkins

    Strona domowa

    • Izzy w Hamburgerlandzie

      Arkadiusz Jadczak

      Pewnego razu Inspector Izzy, w nagrodę za dobrze wykonywaną pracę, wybrał się na planetę Hamburgerland. Izzy dużo czytał i słyszał o Hamburgerlandzie, w jego rodzinie od lat opowiadano z wielkim namaszczeniem o tym raju dla miłośników hamburgerów i planecie dobrobytu. Przeżywał więc co nie miara tę podróż i skrzętnie się do niej przygotowywał.

      ?W końcu skosztuję lepszych hamburgerów? ? podskakiwał z radości na samą tylko myśl. Nie przepadał zbytnio za hamburgerami, ale zjeść prawdziwego hamburgera w Hamburgerlandzie to dopiero gratka!

      Izzy cieszył się, że oprócz degustacji wspaniałych hamburgerów pozna tę niezwykle ciekawą i wartościową planetę; porozmawia z istotami wyższymi, mądrzejszymi od niego i wiele, wiele się od nich nauczy. Słyszał bowiem, że żyją tam posiadacze prawdy i można się od nich nauczyć jak żyć, kim być i co robić.

      ?Lecę przecież na słynną planetę Hamburgerland!? ? powtarzał sobie nieustannie w drodze z domu do pracy i z pracy do domu w swoim bolidzie.

      I tak dużo myślał o Hamburegrlandzie, że nie obejrzał się jak nadszedł dzień wyjazdu. W ostatniej chwili Izzy kupił całą walizkę filmów fotograficznych, aby fotografować wszystko, co mu się spodoba na Hamburgerlandzie. Niestety nie posiadał aparatu cyfrowego ? takowy miał tylko szef wielkiej korporacji, w której pracował Izzy.

      Inspector Izzy zabrał również ze sobą kilka zeszytów w kratkę, aby notować wszystko, co usłyszy ? by nie uciekły mu przypadkiem z głowy najcenniejsze kwestie wypowiadane przez te wyjątkowe istoty zamieszkujące Hamburgerland. Marzył mu się wprawdzie od dawna palmtop, na którym mógłby notować wszystko elektronicznie i nagrywać głos cyfrowo, ale palmtop był wciąż poza jego zasięgiem ? kosztował zbyt wiele. O laptopie już nawet Izzy nie wspominał swoim szefom…

      Przyszedł więc upragniony dzień, w który Izzy poleciał rakietą pasażerską na drugi koniec układu wschodnio-zachodniego. Po kilkunastu godzinach lotu pod wiatr kosmiczny Izzy wylądował na słynnej na całą galaktykę planecie zwanej Hamburgerland. Na początku zdziwił się wyglądem jej mieszkańców: były to prawie same wychudzone czarno i czerwonoskóre stwory, które w niczym nie przypominały mieszkańców Hamburgerlandu. W pierwszej chwili Izzy myślał, że to kombinezony. Kiedy jednak podszedł bliżej i przyjrzał się ukradkiem ? nie miał wątpliwości, że to najprawdziwsza skóra. Zdziwił się, bo na fotografiach i w luksusowych albumach inaczej przedstawiano Hamburgerlandczyków.

      - ?Gdzie są  właściwi mieszkańcy Hamburgerlandu?? ? zapytał Izzy pierwszego napotkanego czerwonoskórego stwora o imieniu Mario.

      - ?Siedzą w restauracjach i jedzą hamburgery? ? odrzekł

      Mario i sam zamówił hamburgera w przydrożnej restauracji ? przez okienko, bo tak jest wygodniej.

      Izzy wypożyczył duże auto – małymi nikt tu nie jeździ, bo nikt by się w nich nie zmieścił; auto, które jeździ samo -  mieszkańcy Hamburgerlandu są bowiem tak wygodni, że nie chce im się nawet prowadzić pojazdów. I tak Izzy wyruszył w podróż po Hamburgerlandzie siecią szerokich i długich autostrad. W trakcie jazdy nie przyglądał się właścicielom innych pojazdów pędzących po autostradzie, bo za przyglądanie się obcym istotom grozi na tej planecie srogie, kilkunastoletnie więzienie. O dotknięciu kogokolwiek nie ma mowy ? grozi za to kara śmierci. Mieszkańcy Hamburgerlandu żyją bowiem na planecie prawa i wszystko co zawiera procedury, przepisy, nakazy i zakazy jest dla nich bardzo ważne. Wierzą co prawda w sztucznego Boga (co podkreślają z dumą na każdym kroku), ale prawo jest ponad wszystkim.

      Rzeczywiście, gdy sam Izzy głodny i wyczerpany wszedł do pierwszej spotkanej przydrożnej restauracji – ujrzał mnóstwo wielorybopodobnych istot, które zajadały się hamburgerami z wielkim apetytem. Była co prawda północ, ale dla mieszkańców Hamburgerlandu pora dnia czy nocy nie ma znaczenia gdy są głodni.

      Nim usiadł przy stole tłuste kelnerki zamęczyły go serią pytań i prześcigały się w liczbie zagajeń w stylu ?jak się masz??, ?czy jest ok??, ?czy czegoś ci potrzeba??? a wszystko po to, by przypodobać się Izziemu i wywalczyć lepszy napiwek. Na Hamburgerlandzie, jak Izzy jeszcze się nie raz o tym przekonał – chodzi wyłącznie o pieniądze i nic nie ma za darmo; nawet uśmiech kosztuje równowartość jednego hamburgera. W ten sposób Izzy spróbował pierwszego oryginalnego hamburgera ? w jego ojczyźnie: słynnym Hamburgerlandzie. Nie smakował mu i Izzy był rozczarowany. Wziął to jednak na karb niskiego standardu restauracji, do której zawitał. Później jednak okazało się, że w innych restauracjach, nawet tych lepszych – jedzenie jest równie niedobre.

      Przez kilka dni Izzy wyłącznie podróżował przemierzając bezludne albo słabo zamieszkałe tereny Hamburgerlandu: widział piękne kratery, pustynie, tereny górzyste, wyschłe rzeki, kaniony i doliny. Taki krajobraz, mimo, że surowy i nieprzyjazny dla mieszkańców planety, podobał mu się bardzo. Męczyły go tylko wielkie odległości między tymi ciekawymi miejscami i zdobywanie posiłku ? za każdym razem Izzy musiał udawać się do sieciowych jadalni hamburgerów, gdzie w towarzystwie otyłych mieszkańców Hamburgerlandu ubranych w kapelusze – jadł tłusto i niezdrowo. Poza tym nie było wcale tanio: za nocleg w małym, przydrożnym pokoiku Izzy płacił równowartość dwudziestu hamburgerów.

      Miasteczka, które odwiedzał przypominały mu makiety albo sztuczne dekoracje postawione na środku pustyni. Dominowały jaskrawe kolory i plastik. Wszystko było w jednej wielkiej sieci ? aby przypadkiem nie było niepowtarzalne albo wyjątkowe. Nieważne zatem gdzie Izzy pojechał ? wszędzie można było znaleźć identyczne miejsca, lokale, sklepy i stacje benzynowe.

      Mieszkańcy planety, jak Izzy się przekonał – raczej nie pracowali. Robiły to za nich czarne i czerwonoskóre istoty mówiące w jakimś innym języku, ewentualnie w innym narzeczu. Zamiast pracy, Hamburgerlandczycy siedzieli za to w restauracjach i zajadali się hamburgerami. Na śniadanie, lunch, obiad, podwieczorek i kolację jedli dokładnie to samo: hamburgery. Zaś w wolnych chwilach, między posiłkami robili zakupy w wielkich centrach na obrzeżach miast. Kupowanie bowiem – to oprócz jedzenia hamburgerów – druga największa pasja mieszkańców tej planety… Nie ważne co się kupuje i za ile ? liczy się tylko kupowanie.

      Izzy mocno się zdziwił, bo na jego planecie ludzie nim coś kupią palą sobie styki w poszukiwaniu najtańszej oferty. Tymczasem tutaj najtańsze rzeczy kupują tylko czarno i czerwonoskóre istoty. Dla najbardziej wymagających Hamburgerlandczyków budowane są zaś najdroższe ulice, które w niczym nie różnią się od pozostałych ulic, a w szczególności niczym nie różnią się od ulic, które można spotkać na planecie, z której przybył Izzy ? są tylko dużo droższe, a zatem lepsze, bo ?to, co droższe, na pewno jest lepsze.? Tak przynajmniej twierdzą mieszkańcy Hamburgerlandu. Tego też Izzy nauczył się od nich, co wcale nie oznacza, że mu się to podoba i w pełni się z tym zgadza.

      A kiedy Izzy zakończył swoją podróż po planecie Hamburgerland ? udał się na nauki do pewnego tajemniczego centrum szkoleniowego, gdzie godzina połączenia z Internetem, który w Hamburgerlandzie jest za darmo ? kosztowała równowartość trzydziestu hamburgerów. Poza tym wcale nie było tak łatwo połączyć się z Internetem, dzięki czemu Izzy mógł mieć stały kontakt ze swoją planetą. Kontakt był więc mocno utrudniony. Izzy boiwem słyszał, że Hamburgerland technologicznie przewyższa wszystkie inne planety galaktyki.

      Napływowi mieszkańcy Hamburgerlandu (rodowitych nie ma, bo to całkiem młoda planeta) twierdzą, że ich planeta jest planetą wolności, swobód, co jest jawną nieprawdą, bo na każdym kroku Hamburgerlandczycy są kontrolowani, do wszystkiego przygotowane są procedury, ścieżki postępowania i gotowe rozwiązania zawarte w przepisach, ujęte w regulaminach. I trzeba przyznać, że bezwzględnie się ich przestrzega. Nie stosowanie się do nich grozi kilkunastoletnim więzieniem. Z telewizorów sączą się apele i nawoływania do patriotyzmu, a każdy Hamburgerlandczyk zobowiązany jest nosić w klapie skafandra znaczek z flagą Hamburgerlandu (hamburger otoczony frytkami na czerwonym tle). Dodatkowo na każdym pojeździe muszą znaleźć się minimum dwie flagi przytwierdzone do karoserii oraz napis: ?W Hamburgerlandzie czujemy się wolni i szczęśliwi!?. Za brak tych oznak radości z faktu bycia Hamburgerlandczykiem grozi kara więzienia i wysoka grzywna w wysokości równowartości tysiąca hamburgerów. Wszyscy więc tego bezwzględnie przestrzegają – w końcu taki jest przepis.

      Izziemu, który pochodził z krainy wolności, było więc bardzo trudno odnaleźć się na tej planecie sztucznej wolności… Denerwował się i frustrował. A że nie stać go było na karabin ? nie miał czym strzelać do ludzi, aby się wyżyć, jak to mają w zwyczaju robić niezależni mieszkańcy Hamburgerlandu.

      Męczyło go szczególnie to, że Hamburgerlandczycy dość skrupulatnie narzucali mu swój sposób myślenia. Gdy o tym głębiej pomyślał, zrozumiał teraz na czym polega ekspansja tej planety na cały wszechświat: Hamburgerland chciał narzucić swoje wartości innym planetom; to, co uchodzi za ważne w oczach Hamburgerlandczyków – miało być również takie w oczach innych mieszkańców kosmosu. Hamburgerlandczykom nawet nie mieściło się w głowie, że może być inaczej. Inna sprawa, że wiele planet zwyczajnie naśladuje Hamburgerland, bezmyślnie czerpiąc i kopiując wzorce z tej dziwnej planety.

      W sumie Izzy wziął wszystkie istoty zamieszkujące Hamburgerland za bardzo sprytnych konstruktorów: bowiem jak mają oni coś wykorzystać, oprzeć się na czymś, użyć coś, co dała im przyroda, natura, co sprawdziło się już we wszechświecie ? to od razu zastępują to coś czymś sztucznym, spreparowanym, wymyślonym, choć w założeniu ten erzac ma naśladować naturę i rzeczywistość. Jest więc sztuczna trawa, są sztuczne jeziora, sztuczne góry, rzeki, sztuczne drzewa, wszystko prawie jest sztuczne, plastikowe i kolorowe. Mieszkańcom Hamburgerlandu jest z tym bardzo dobrze i najwyraźniej są z tego dumni. Odwiedzają kilka razy w roku te sztuczne parki i miejsca kultu, przybywając do nich tłumnie całymi rodzinami.

      A co z nauczycielami i wykładowcami, których poznał Izzy? Otóż również i tu są znaczne różnice: gdy ktoś chce kogoś nauczyć, opowiada mu jak wielki sukces odniósł i jaką równowartość hamburegrów zarobił w szalenie krótkim czasie, zamiast skupić się na tym jak to osiągnął i co trzeba zrobić, aby do tego dojść; na czym trzeba się skoncentrować w swych działaniach i strategii. Jeśli już ktoś podpowiadał Izziemu co ma robić, aby osiągnąć sukces ? Izziego nie satysfakcjonowały takie wskazówki. Były to bowiem rady, aby skupić się na hamburgerach, ewentualnie na konsumentach hamburgerów. A zatem jedyna nauka, którą wyniósł Izzy ze swoich zajęć i szkoleń podczas pobytu w Hamburgerlandzie to: nastawienie na zjadaczy hamburgerów.

      - ?Zadowolenie i lojalność konsumentów hamburegrów to jedyna właściwa ścieżka, jaką powinno podążać się we współczesnym świecie interesów? ? wyłącznie takie slogany Izzy słyszał od swoich nauczycieli podczas szkoleń na Hamburgerlandzie.

      - Co ja biedny inspector opowiem swojemu bossowi po przyjeździe?” ? martwił się Izzy. ?Nikt mi nie uwierzy, że niczego się tutaj nie nauczyłem ? wszyscy są bowiem tak zapatrzeni na Hamburgerland i wszechświata poza nim nie widza…?

          Przez cały swój pobyt na planecie Hamburgerland Izzy nie spotkał nikogo, kto byłby, tak jak on – izzy. Nie przywiózł również zbyt wielu zdjęć, ponieważ poza krajobrazami nie było co fotografować… A jego zeszyty pozostały prawie puste, bo nie było również zbytnio co notować.

          Izzy ogromnie tęsknił za swoją planetą, gdzie mógł zjeść warzywa, szczerze porozmawiać z bliskimi mu istotami i wrócić do swoich codziennych, choć nieszablonowych zajęć. Nie oznacza to, że na Hamburgerlandzie nie było warzyw. O nie ? były, ale sztucznie preparowane ? zazwyczaj w proszku, aby nie trzeba było ich przypadkiem gryźć. Nie o warzywa zresztą chodzi tylko o hamburgery, które na tej planecie podaje się nawet w najbardziej wytwornych restauracjach.

          Jaki jest zatem morał z tej podróży? Izzy już w drodze powrotnej, kiedy siedział na pokładzie rakiety pasażerskiej ? doszedł do jednego, ale konkretnego wniosku: ?Jeśli jesteś izzy – nie naśladuj obcych i nie próbuj się fascynować mieszkańcami innych, odległych planet, choćby nie wiem jak reklamowanych i mitycznych. Staraj się za to sam tworzyć mądre wzorce do naśladowania, bądź wierny sobie, przede wszystkim bądź twórczy, nie myśl szablonowo i żyj w stylu izzy!?

          Niektóre miejsca i istoty dzieli kosmos. Warto o tym pamiętać, jeśli nie lubi się hamburegrów…

          GD Star Rating
          loading...
          GD Star Rating
          loading...
          Izzy w Hamburgerlandzie, 10.0 out of 10 based on 1 rating
          No Comments
         
        Get Adobe Flash playerPlugin by wpburn.com wordpress themes