-
To będzie o babci
No CommentsArkadiusz Jadczak
Na początku było słowo: ba-ba. Mniej więcej wtedy, kiedy przebił mi się pierwszy mleczny ząb. Tylko babcię dopuszczałem do siebie, gdy chciano mnie nakarmić. Siedząc w foteliku niczym władca na tronie, plułem na pozostałych kaszką, kleikiem i mlekiem. Ale babcia wiedziała, jak mnie podejść. Prawie każda jej opowieść była o wojnie. O tym, jak dziadek przelewał krew za ojczyznę (gdy dorosłem, śmiała się z niego, że przelewał krew… z wiadra do wiadra), jak niedobrzy Niemcy wzięli raz babcię za Żydówkę i chcieli ją zabić (była piękną kobietą o czarnych włosach), o wymyślonych bitwach, aresztowaniach i ucieczkach. Słyszałem wtedy strzały i groźne: Hende hoch! Widziałem dziadka ukrywającego się w lesie i pana Hitlerowca ciągnącego moją babcię za włosy. Dlatego w przerwach między połykaniem kolejnych łyżek kaszki, pytałem tylko o jedno: ilu Niemców zabił dziadek? Odpowiedzią był pusty talerz.
Babcia w ogóle miała fantazję. Co rusz zapewniała mnie, że pisze książkę o swoim życiu i o nas, tzn. o mnie i moim ciotecznym bracie. Porównywała nas często do Bolka i Lolka, i dbała, aby prezenty dla nas były równie wspaniałe. Nie lubiła tylko jednego i tylko wtedy się złościła: gdy po każdej, początkowo spokojnej zabawie, stawaliśmy się małymi zapaśnikami, by po kilkuminutowej walce odpowiedzieć sobie na odwieczne pytanie: kto silniejszy?
Czas pokazał, że silniejszy był dziadek…
Po przebytym zawale natychmiast rzucił palenie. Babcia paliła dalej. Po każdej wizycie w ich domu, czułem tytoń w moich włosach i ubraniu. Coraz częściej zauważałem, że siwiejące włosy babci żółkną na końcach.
- Babciu, to nie wypada… – Prosiliśmy żartując.
A ona odpowiadała pół żartem, pół serio: – Nic innego mi już nie pozostało.
Był to jej absurdalny humor. Czasami jednak odczuwałem, że chciałaby już przyśpieszyć swoją śmierć. A może tylko z niej drwiła?
Podczas gdy inne babcie całymi dniami wyszywają i robią na drutach, chcąc nabrać kolejne oczka czasu i przedłużać go, póki starczy nitki z kłębka, moja babcia czytała kryminały i oglądała telewizję. Siedziała w fotelu niczym dziadek z opowiadań i bajek. Lecz zamiast fajki, kurzyła Popularnego. Widać było, że się przy tym uspokaja i chwilami zamyśla. A kłęby błękitno szarego dymu wisiały nad jej białą głową…
Dziś, kiedy jej nie ma, zastanawiam się kim naprawdę jest babcia? Matką naszego ojca lub matki – na pewno – choć jak same babcie podkreślają, wnuczki kocha się mocniej od własnych dzieci. Złośliwi zaś twierdzą, że babcie, dziadkowie chętnie i świadomie rozpieszczają wnuczków jako swoich słodkich potomków. Wszak pielęgnuje się wtedy kogoś, kto będzie żył następne kilkadziesiąt lat. Ten ktoś to ciąg dalszy, który nastąpi.
Babcia to sekretny przyjaciel. Babci przecież można powiedzieć wszystko. Na pewno nas nie zawiedzie; nie wyda nawet przed mamą.
Bez babci jej dom nie istnieje. To wokół niej wszystko się kręci. Święta, imieniny, rocznice i zwykłe odwiedziny. Swoją pracę i wysiłek poświęca dla jednej jedynej chwili: kiedy wszyscy, nawet ci nieobecni, zasiądą do stołu kosztując upieczone przez nią ciasto. I będą przy niej: uśmiechnięci i zadowoleni. Ten widok chyba ją uszczęśliwia. A nam pozostaje dbać o nią, tak jak ona dba o nas. Nawet wtedy, gdy już jej nie ma…
Teraz my możemy ją gościć przy naszym stole, choć tak naprawdę nie upieczemy lepszego ciasta. Bo babcia zdarza się tylko raz.
GD Star Rating
loading...GD Star Rating
loading...




Ostatnie komentarze