-
Polska – model do składania
No CommentsArkadiusz Jadczak
„Nie uczyniłeś mnie ślepym
Dzięki Ci za to PanieNie uczyniłeś mnie garbatym
Dzięki Ci za to PanieNie uczyniłeś mnie dziecięciem alkoholika
Dzięki Ci za to PanieNie uczyniłeś mnie wodogłowcem
Dzięki Ci za to PanieNie uczyniłeś mnie jąkąłą kuternogą karłem epileptykiem
hermafrodytą koniem mchem ani niczym z fauny i flory
Dzięki Ci za to PanieAle dlaczego uczyniłeś mnie Polakiem?”
Andrzej Bursa, „Modlitwa dziękczynna z wymówką”, 1957
Zamykam oczy i próbuję sobie wyobrazić, że jestem prawdziwym Polakiem. Mam bujne wąsy ubrudzone pomidorówką, popsute zęby, myję się „od święta”, aby zapach przetrawionego alkoholu wypitego w godzinach pracy – ginął w oparach potu wydobywających się z mojej koszuli flanelowej w kratę. Nie jest źle. Zresztą, co tu dużo gadać: sąsiedzi mi zazdroszczą. Po najtańsze papierosy do osiedlowego kiosku jeżdzę dwa razy dziennie czarnym BMW sprowadzonym z Rajchu – nie tak, jak oni – obitym Lanosem rocznik 95. Na co dzień przycinam na zakrętach 180 km/h niczym mój idol i guru Robert Kubica. Tylko w mojej „becie”, w przeciwieństwie do jego – są szyby, za to jak przyciemnione i wokół tablicy rejestracyjnej z tektury świecą się przybajerzone diody, które zamontowałem razem ze szwagrem w Boże Narodzenie. Rzecz jasna mój „bolid” przerobiłem na gaz, żeby nie męczyć się dłużej uciążliwym kupowaniem ropy na lewo od kierowców zlewających je z aut służbowych. Bo o „oranżadzie” trzeba już zapomnieć – za jazdę na oleju opałowym zaczęli mocno ścigać… CB Radio, moje ukochane radyjko, nabyłem drogą kupna na Allegro i zamontowałem głównie po to, aby przechytrzyć „misiaków” – ile można Psiarni dawać w łapę… A tak w ogóle to mam ładne mieszkanie w bloku z wielkiej płyty i jestem szczęśliwym obywatelem. I właśnie dlatego nie chodzę na wybory, bo mam ich wszystkich w dupie. Zresztą czy ja bym coś zmienił tym moim głosowaniem? Mój dom to moja twierdza! Jak chcę, to puszczam sobie „Perfect” na cały regulator i nikt mi nie podskoczy, a latem robię sobie grilla na balkonie, otwieram zimnego browara i jest naprawdę git. Mieszkam skromnie. Trochę mebli. W dużym pokoju na ścianie wisi portret Papieża, taki kilim, żeby się ksiądz odczepił raz w roku, jak przychodzi „po kolędzie”. Obok mam wypłowiały już plakat polskiej reprezentacji piłkarskiej z 1972 roku. To były czasy! Wtedy świat wiedział co to Polska i z kim mają do czynienia! Książek nie mam dużo – na palcach jednej ręki bym policzył: jest „Trylogia” Sienkiewicza, za to w twardych oprawach, książka kucharska „Polska Kuchnia”, Atlas świata z 1989 roku no i jakby tu powiedzieć, hmmm, no Lew Starowicz… Wszycho!
Otwieram oczy i okazuje się, że to nie sen ani wyobrażenie… To moi sąsiedzi, moi rodacy. Polacy, od których najchętniej bym uciekł – tylko gdzie, skoro sam jestem Polakiem, w dodatku patriotą, przynajmniej za takiego się uważam. Polakiem świadomym swego pochodzenia, kochającym ten język, zainteresowanym pokręconą historią tego kraju. Czczę symbole i barwy narodowe, staję na baczność gdy w telewizji grają hymn, ba, nucę go w przeciwieństwie do polskich piłkarzy żujących w tym czasie gumę i odczuwam więzy krwi ze Ślązakami czy Kaszubami, których najchętniej widzianoby gdzie indziej… Jestem dumny z naszej kultury i gdzie tylko mogę w trakcie pobytów zagranicznych – opowiadam o niej. A jednak mam takie marzenie, żeby nie było już Polski… Takiej Polski, jaką widzę.
Jak to więc jest z tą współczesną polską toższamością? Jest, czy jej nie ma? A jeśli jest to u kogo? Może to właśnie moi sąsiedzi działają na rzecz ogólnie pojętego dobra narodu, a ja niczym jakiś odszczepieniec, zwykły krytykant jeszcze wyśmiewam nasz unikalny charakter narodowy? „Skoro ci się nie podoba – to w……… stąd!” – powiedziałby niejeden mój sąsiad. „Niech Pan opuści to terytorium” – poradziłby niejeden profesor uniwersytetu.
Zamykam oczy i próbuję sobie wyobrazić, że Polska to taka gra komputerowa albo Second Life. Albo model do składania. Można wszystko w nim przestawiać, układać po swojemu, przesuwać postacie, całe narody, wpływać na przebieg wydarzeń. Można też jak w „Simsach” budować coś po swojemu. Albo tak, jak w „Farmville” – otaczać się sąsiadami, których chce się mieć za sąsiadów… Twórcy tej gry o nazwie „Polska – model do składania” proponują zabawę na kilku poziomach trudności, dając jednak graczom szansę przejścia pierwszego poziomu z widokiem domyślnym. W tej wersji spośród miejsc, które są do wyboru jest między innymi: Kopalnia Soli „Wieliczka”, Westerplatte, warszawska Starówka, Wielka Krokiew, krakowski Kościół Mariacki, sopockie molo, klasztor na Jasnej Górze, Żelazowa Wola, Łysa Góra, Bazylika w Licheniu, wrocławski rynek, Puszcza Białowieska, budynek Sejmu przy ul. Wiejskiej, Półwysep Hel i Mazowsze miodem płynące. Z rzeczy podręcznych jest szabelka, biało-czerwony proporzec, wódka, rożaniec, koń lub bolid Kubicy – do wyboru, ORP „Błyskawica”, dyktafon, szalik polskiej reprezentacji i czapka błazna z dzwoneczkami, dwa miecze spod Grunwaldu, kask Adama Małysza oraz kij baseballowy. Wszystko to może się przydać graczom, kiedy na ekranie, tuż po wciśnięciu przycisku „Start” – pojawią się niespodziewanie prymitywne ludy germańskie, bandy UPA, zaporożscy Kozacy, mieszkańcy Zaolzia, Krzyżacy, Armia Czerwona, albo zwykli olgarchowie, których to trzeba będzie spacyfikować lub kiedy dalej wybierzemy już jakiś konkretny scenariusz np. „Okupowanie Moskwy”, „Wyprawa na Kijów”, „Bitwa pod Grunwaldem”, „Powstanie Warszawskie” lub może „Inwazja na Pragę w 1968”. Na tych, którzy przejdą wszystkie poziomy trudności i ich wirtualny dworek z kolumnami przy wejściu przetrwa wszystkie burze i napory – czeka nagroda, także wirtualna. Bedą mogli zasadzić sobie w ogródku Dąb Bartek – i odpocząć w jego cieniu. To jest naprawdę trudna gra. Zbudować dom na Helu, metodą gospodarską, jako samowolkę, namówić znajomych graczy, żeby sę do nas przyłączyli, a potem odeprzeć atak Krzyżaków od morza (w grze wszystko jest możliwe!) przy pomocy kija baseballowego i przejść co znaczy przeżyć inne poziomy, na których kombinacje mogą być jeszcze bardziej skomplikowane – tylko dla orłów! Ukrycie się w Puszczy Białowieskiej, głęboko w lesie, z samym koniem – stanowi też nie lada wyzwanie dla gracza, z uwagi na to, że wtedy nic się nie dzieje… Ale ta gra ma jedną podstawową zaletę – w dużej mierze sam gracz decyduje o tym co się stanie, jak wygląda jego kraj, kogo ma za sąsiada, kogo za agresora, jak potoczą się dalsze wydarzenia. Ot po prostu, taki model do składania.
Zamykam oczy i próbuję sobie wyobrazić swoją Polskę, jak bym ją poukładał w grze, z kim i ile czasu bym na to potrzebował. A przecież może się okazać, że gra wcale nie byłaby popularna, albo byłaby zbyt trudna. Może się okazać, że łatwiej i przyjemniej jest żyć w Polsce takiej, jaka jest. Bez możliwości zmiany, układania jej po swojemu, rewizji tego, co było, zmierzenia się z tym, co będzie lub mogłoby być przynajmniej w świecie wirtualnym… Ja jednak upieram się, że taka gra jest potrzebna – chętnie bym ją zobaczył, być może zmierzyłbym się z pewnymi demonami, odreagował, a może tylko wydrukowałbym sobie obraz tej „mojej Polski” i powiesił na ścianie w dużym pokoju lub utworzył z niej tapetę na swój komputer?
Tylko kto jest w stanie zaprogramować taką grę? Być może wcale nie Polak, bo jemu zabrakłoby dystansu do tego, co stało się przez ostatnie ponad 1000 lat na tych ziemiach. Trzymałby się schematów, odtwarzał przebieg wydarzeń i tak dalej.
I czy tak tworzona tożsamość – przez każdego z osobna, z pojedynczych elementów jako większa układanka, scałkowana niczym w matematyce – dałaby spójny obraz? Co wyszłoby z tego działania? Już dziś zapraszam wszystkich do takiej gry. Każdy może sobie odpowiedzieć na pytanie na czym polega polska tożsamość, wyobrażając sobie z czego składałaby się jego Polska, co by ją tworzyło, gdyby można ją było tworzyć… Wystarczy zamknąć oczy.
GD Star Rating
loading...GD Star Rating
loading...




Ostatnie komentarze