Jadczak.net
Blog i strona domowa Arkadiusza Jadczaka
-
No Comments
Dziś dowiedziałem, że moim trzecim dzieckiem będzie chłopiec. Kiedy ma się już córkę i syna, zatem w rodzinie jest równowaga płci (2/2) – w takim momencie oczekiwanie na tę wiadomość jest ubarwione dodatkową ciekawością, jak będzie wyglądał dalej – nie chcę powiedzieć “układ sił”, bo rodzina to nie walka, ale: związek. Kogo będzie więcej, a zatem która większa grupa będzie opiekować się mniejszą, co jest chyba zjawiskiem naturalnym, wręcz biologicznym.
Dlatego tak cieszę się, że to chłopiec. W trzech facetów na pewno damy radę wspierać nasze dwie kobiety: moją żonę i córkę. Od trzech facetów dostaną więcej miłości, szacunku, ciepła. Ale patrząc też i z drugiej strony – będzie sześć rąk do pracy, sześć nóg do poszukiwań, sześć oczu do ogarnięcia tego wszystkiego, co zapewne przed nami: czyli wspólnego życia. Mam nadzieję – jak najdłuższego.
Trójka dzieci to niebywałe wyzwanie – i teraz – pomimo życia “w czwórkę” nie potrafię sobie jeszcze przedstawić jak będzie wyglądał podział prac między mną a żoną, ponieważ dotychczas rozkład prac czy obowiązków – np. usypianie dziecka – mogło rozłożyć się równomiernie: moja żona usypia syna, ja usypiam córkę. A od lutego? To właśnie nieparzystość stanowi to niebywałe wyzwanie. Ale “trzy” to moja szczęśliwa liczba, Bóg kocha trójcę, a ponadto nasza córka stanowi jakby część wspólną: jest najstarsza spośród rodzeństwa i już udowodniła, że potrafi nam pomagać. I najwięcej radości dziś właśnie przysporzyła mi nie sama wiadomość o płci trzeciego dziecka, tylko jej radość, że będzie miała drugiego brata.
GD Star Rating
loading...GD Star Rating
loading... -
1 Comment
Kim jesteś tajemnicza istoto? Pewnie przybyszem z kosmosu. Czy będziesz “Nią” czy raczej “Nim”? Czy będziesz bardziej podobna/y do mnie czy do mojej żony? Jak dać Ci na imię?
Mnóstwo pytań.
Lecz teraz zamiast szukać odpowiedzi – patrzę, próbuję słuchać, staram się niczym dziecko zrozumieć, że już jesteś, że wkrótce będziesz z nami.
GD Star Rating
loading...GD Star Rating
loading... -
No Comments
Nic tak nie ucieszyło mnie od blisko miesiąca jak dzisiejszy spacer z dziećmi po 25 dniach rozłąki i chwila spędzona z nimi na trawie, pod gołym niebem.
To takie proste przyjemności. Bezcenne.
GD Star Rating
loading...GD Star Rating
loading... -
2 Comments
Skype ma tyle lat, co moja córka Nela. 7 lat to wystarczający czas, by podbić rynek w przypadku firmy, 7 lat to wystarczający wiek, by korzystać z tego genialnego wynalazku w przypadku dziecka…
Ale kiedy twórcy Skype: dwóch szwedzkich programistów Niklas Zennström i Janus Friis wraz z grupą estońskich programistów z Talinna wymyślało ten komunikator – nie zdawali sobie chyba sprawy jak szerokie znajdzie on zastosowanie… A człowiek jest pomysłowy, w szczególności Polak ;-) Ostatnio dowiedziałem się, że mój kolega spowiada się księdzu przez Skype… Drugi znajomy, którego dziecko po rozwodzie mieszka kilka tysięcy kilometrów wraz z matką – czyta przez Skype córce bajki do snu. Czytałem też o uczeniu się języków obcych z nauczycielem, właśnie poprzez Skype. Hitem, o którym tylko słyszałem – jest transmitowanie meczu piłkarskiego przez polskich kibiców zrozpaczonych faktem, że transmisja była w zakodowanym kanale telewizyjnym, w ramach wideokonferencji zorganizowanej przez jedynego szczęśliwca, który siedział z laptopem z włączona kamerą nakierowaną na ekran telewizora… I pewnie jeszcze setki osób wykorzystuje Skype do rożnych celów, o którym nie śniło się ani poetom ani filozofom.
Ja jednak, przebywając często zagranicą, uwielbiam “łączyć się z domem” co wieczór i po prostu: patrzeć na rodzinę, której mi cholernie brakuje, widzieć ich, choć dzieli nas równo tysiąc kilometrów, czyli milion metrów, czyli sto milionów centymetrów… Dzięki Skype mój syn Antoni, czy córka Nela, czy wreszcie żona Ania są kilka centymetrów przed moimi oczami, słyszę ich, a czasem wygłupiam udając, że ich całuję – zbliżając usta do kamery ;-) Nic nie zastąpi tej normalnej obecności, bliskości rodziny na kilka centymetrów, ale gdyby nie Skype – mógłbym tylko słuchać ich przez telefon. A tak pokazuję córce co robię, ona pokazuje mi, co narysowała, wygłupiam się z synem, który czasem wręcz chce wejść przez ekran do mojego pokoju… Thanks God is Skype…
GD Star Rating
loading...GD Star Rating
loading... -
No Comments
Zaczynałem pisać tego bloga, kiedy rodził mi się syn – dokładnie rok temu. Właściwie te narodziny Antka mnie natchnęły do tego, by wszystko spisywać – wszystko to, co ważne w moim życiu, rodzinie.
I już minął rok – rok pełen wydarzeń, które biegły, pędziły wręcz, a to był cały rok z życia człowieka – w moim przypadku jeden z 37 takich lat. W przypadku mojego syna – pierwszy i najważniejszy rok, w którym się poznaliśmy nawzajem, pokochaliśmy, on zaczął chodzić, rozrabiać, gaworzyć. I choć nie umie jeszcze zdmuchnąć świeczki urodzinowej – umie już bardzo dużo. A kiedy patrzę na ciężką, wręcz siermiężną pracę i ogromny wysiłek mojej żony, która przeznacza wszystkie swoje siły na wychowywanie dzieci – wiem, jestem pewien, że właśnie tego potrzebują – zarówno nasz roczny syn jak i siedmioletnia córka. Ja to właśnie dostałem od moich rodziców i to mnie stworzyło. Dlatego w to wierzę.
GD Star Rating
loading...GD Star Rating
loading... -
9 Comments
Prawo Moore’a przestaje już obowiązywać, ale może czas najwyższy zacząć stosować je na gruncie edukacji informatycznej. Jak zatem brzmiałoby takie prawo? Powiedzmy, że tak: “Co 24 miesiące podwaja się umiejętność korzystania z komputera przez ludzi”.
Oczywiście nikt tego jeszcze nie udowodnił i pewnie wybiegłem mocno do przodu, ale kiedy obserwuję jak moje starsze dziecko lub inne dzieci w jej wieku (6 lat) robią postępy w tak zwanej “Informatyce” – śmiem twierdzić, że coś jest na rzeczy. Sam z komputerem zetknąłem się mając 12 lat. To był 1985 rok i do dziś została mi ta fascynacja technologią. Chodziłem na pozalekcyjne zajęcia koła komputerowego w pracowni przy łódzkim planetarium. Wtedy ZX Spectrum, ZX Spectrum+ i Elwro 800 Junior udostępnione w pracowni, którą opiekował się profesor Kozłowski – rozgrzewały nas do czerwoności. Nauka języka BASIC, a właściwie jego dialektu Sinclair BASIC była połączona z nauką matematyki i wtedy to było dla nas dość oczywiste. Dziś, kiedy komputer osobisty (ta nazwa po upowszechnieniu się internetu też traci już sens moim zdaniem) niesie ogromne możliwości – odpowiedź na pytanie kiedy i w jaki sposób zacząć uczyć dziecko obsługi komputera, jest chyba oczywista: jak najszybciej. No dobrze, ale w jaki sposób uczyć?
Pierwszy kontakt
Do niedawna prowadziłem zajęcia dla dzieci w wieku przedszkolnym (5-7 lat) w świetlicy środowiskowej w Węgrzynowicach i te doświadczenia w pracy z dziećmi pozwoliły mi rozpocząć naukę z córką (kiedy miała 5 lat). Tak, jak i tamtejsze dzieci: uczyłem ją podstawowej obsługi systemu operacyjnego, podstaw budowy komputera, zrozumienia co to za urządzenie i z jakimi innymi urządzeniami współpracuje, obsługi klawiatury (w przypadku dzieci uczących się dopiero czytać i pisać jest to nie lada wyzwanie!). Lepiej idzie rzecz jasna nauka rysowania, w dowolnym, byle prostym programie graficznym, np. Paint. Z doświadczeń tych wynika, że nie należy przesadzić w żadną ze stron: nie powinno się pozwolić dzieciom wyłącznie grać, ani też nie ma co przesadzać z programowaniem. Najlepszy jest kompromis: jeśli gry to edukacyjne (przyjemne z pożytecznym) i/lub gra jako nagroda za wykonanie zadania. Zresztą ten etap to oswajanie dziecka z komputerem. Również z internetem, o którym dzieci, nie wiem skąd – ale wiedzą :-)
Pierwszy przedmiot w szkole
Kiedy jednak moja córka rozpoczęła naukę w szkolnej zerówce i pojawił się jej ulubiony przedmiot “Informatyka” – zrozumiałem, że czas na naukę czegoś bardziej zaawansowanego. Na początek postanowiłem, żeby w domu uczyła się równolegle obsługi alternatywnych dla Windows systemów operacyjnych: Mac OS X i Linux w środowisku graficznym. Co do nauki programowania – długo się zastanawiałem od czego zacząć i czy na pewno od pracy przy komputerze. Jest bowiem cała “szkoła” nauki informatyki bez użycia komputera zwana “Computer Science Unplugged” W końcu jednak zaczęliśmy :-) Uczę sześcioletnią córkę programowania w Logo. Aby połączyć to z nauką języka angielskiego zdecydowałem się nie na polskie: Logomocję czy Komencjusza, ale na Berkeley Logo i darmowy (oparty na licencji GNU GPL) interpreter UCBLogo. Choć marzy mi się (niestety koszmarnie drogi) program Baltie i uważam, że nauka programowania obiektowego w takim graficznym środowisku przyjaznym dla dziecka – to najlepsze co można zrobić w kierunku nauczania dziecka zarówno tego rzemiosła jak i logicznego myślenia oraz algorytmiki.A co robić z młodszymi dziećmi?
Naukę “obsługi komputera” można zacząć wcześniej niż w wieku przedszkolnym. Ja już oswajam swojego półrocznego syna – może nie z komputerem sensu stricte, ale komputerem-zabawką. Ten “sprzęt” wydaje różne dźwięki, ma klawiaturę w układzie QWERTY, wyświetlacz, a nawet myszkę, więc zabawa zabawą (równie dobrze mógłby to być samochód), ale mam nadzieję, że w przyszłości, za kilka lat podejdzie do komputera bez żadnych obaw, a jego obsługa będzie dla niego czymś oczywistym. Za dwa lata pewnie będzie wiedział dużo więcej niż wie na ten temat teraz moja córka ;-)GD Star Rating
loading...GD Star Rating
loading... -
No Comments
Oglądać siebie na rysunkach wykonanych przez własne dziecko – to jak widzieć przepowiednię… Albo śnić. Nela ostatnio rysuje nas jako kompletną rodzinę, a na tych rysunkach jesteśmy wszyscy jak z innego świata, jak z bajki.
Mój syn, a jej brat już stoi, pomimo, że dopiero siedzi, ja mam nogi dłuższe o jakieś 50% niż w rzeczywistości, za to moja żona ma wybujałe fryzury.
To tylko kilka przykładów “Szkiców rodzinnych”, jak je nazywam. Jest ich dużo więcej, cały cykl :-)
GD Star Rating
loading...GD Star Rating
loading... -
8 Comments
6 kwietnia 2009 roku. Poniedziałek. Niby zwyczajny dzień. Ale nie dla mnie i dla mojej żony…
15.45-16.00
Zaczyna się z buta… Jak w każdym dużym szpitalu państwowym. Najpierw opierdziel, że weszliśmy na Izbę przyjęć nie dzwoniąc (oczywiście nie było napisu “proszę dzwonić” oraz drzwi były otwarte!), potem zawistne spojrzenia i pogarda w oczach pielęgniarek. Znoszę to ciężko, wstrzymuję złośc i zaciskam pięści, tylko dlatego, że to wyjątkowy dzień. Witamy w PRL! Pani z okienka o wszystko ma pretensje. Czuję się jak w ZUS lub Urzędzie Skarbowym. Ania znika w depozycie ubrań, a potem prowadza ją gdzieś dalej.16.00-16.30
Każą mi przejść za drzwi i trafiam do poczekalni dla ojców. Spaceruję. Mam wrażenie, że nikogo tu nie ma, jakby dzieci rodziły się w pustce, w pustym szpitalu na peryferiach miasta… Cisza.
16.30-16.50
Przeraźliwie chce mi się siku. Jak małemu chłopcu, ale kibla nie widać… Czekam. Wychodzi pielęgniarka, która każe mi się ubrać w zielony strój. Muszę go kupić, ale oczywiście do maszyny trzeba wrzucić monety (3×5 zł), których nie mam. W panice zaczynam pytać wszystkich czy mają rozmienić dwie dychy… Zdesperowany wybiagm korytarzami do wind, opuszczam izbę przyjęć i udaje się do głównego hallu szpitala, aby rozmienić pieniądze. Znów pogarda, tym razem sprzedawczyń w sklepach, w których nikt nie ma (nie chce) rozmienić… W końcu rozmieniam 20 zł, kupując gumę do żucia.16.50-17.00
Labirynt zielonych korytarzy… Nie wiadomo gdzie co jest, gdzie jest żona, którą zabrali (na salę?). Zero informacji. Lekki ból głowy. Chce mi się pić, ale nie piję, żeby się nie zesikać w ten piękny zielony fartuch i spodenki o pięć numerów za male (w tym kraju ciagle zakłąda się 170 cm wzrostu dla dorosłego mężczyzny)… Wszystko tu jest zielone. Można zwariować… Chodzę po tym labiryncie niczym lew. Denerwuję się. Wysyłam do Marcina, mojego wspólnika, z telefonu maila ze zdjęciem, które sobie robię, przyznając się, że jestem zdenerwowany. “Tak, da się zauważyć” – odpisuje po chwili.

17.15
Chyba coś się dzieje. Pielęgniarki kręcą się i uwijają, ruszając tymi swoimi zgrabnymi tyłkami. Zmiana?17.30
Piszę SMS’a do córki, żeby się nie martwiła. Córkę “przechowujemy” u znajomych. Spędzi tam w sumie dwa dni, bo ja muszę jutro jechać do Warszawy.17.41
Wchodzę do Ani na salę porodową. Leży na łóżku podłączona do KTG, w oczekiwaniu na jej kolej. Ma gorączkę z wrażenia. Ja też. Ale jesteśmy wreszcie razem :-) Jestem przy niej. Trzymam ją za rękę.18.01
Bolą mnie nogi. ciągle stoję lub chodzę. Tak, pamiętam to z pierwszego porodu. Kobieta leży, mężczyzna stoi. Ciekawe ile dziś kilometrów przejdę… Czeka mnie cudowny spacer.18.15
Kobieta obok rodzi. Czekamy aż urodzi. – Pani Dominiko, prze bardziej? – pyta co chwila położna.18.22
Proponują nam spacer. Chodzimy z Anią zielonymi korytarzami. Znow zielone korytarze… Odnajdujemy toaletę zakamuflowaną w pomieszczeniu o jakże poetyckiej nazwie nazwie “Brudownik” ;-) Wielka ulga. Ania też korzysta. Okazuje się, że jedna z dyżurujących położnych nazywa się Ewa Jatczak. Niezły zbieg okoliczności. Dobry znak.

18.54
Zaczynamy! Wołają nas i Anię od razu znieczulają.19.03
Nie pozwolili mi wejść… Stoję przy punkcie noworodkowym. Mają mi dać znać jak już będzie dzidziuś. Jestem wściekły. Biegnę jeszcze do lekarza prosząc, żeby mnie wpuścił. Odmawia i jeszcze na mnie krzyczy.19.06
Zamknęli drzwi do sali operacyjnej/porodowej. Przystawiam ucho-nasłuchuję płaczu. To dla mnie będzie znak, że już, że już mam syna.

19.15
Jest! Słyszę. Ale drzwi są zamknięte i nie wpuszczają mnie. Katorga. Mnie nie wolno dotknąć, a dotykają go obce baby. Słucham ich rozmów – Ale mnie osikał. – No facet, ale jesteś długi. Mam wrażenie, że robią sobie z nim zdjęcia… Ale po chwili gryzę się w wargi – to są jakieś medialne koszmary i uprzedzenia.19.20
Wpuszczają mnie. Zakładam maskę na twarz i czepek na głowę podane przez pielęgniarkę. Antoś jest piękny, długi (58 cm) i chudy (2970 gramm’ów). Zupełnie jak ja w młodości… Ecce homo!

19.25
Dotykam go palcami, głaszczę po główce. Płacze, ale uspokaja sie po chwili, jakby już wiedział, że jestem.19.30
Zabierają go na górę na oddział noworodków na szczepienia. Nie pozwalają mi z nim jechać. Zostaję przed salą operacyjną – czekam na Anię. Deja vu. Dzwonię do Neli – krzyczę do niej, że Antek już jest! Że ma brata, że wreszcie się urodził. – I co powiedział? – pyta moja córka… Jestem szczęśliwym tatą. “Complimenti Padre” – pisze do mnie w SMSie Bolek, brat Marcina, który także trzymał kciuki.19.45
Wywożą Anię z sali operacyjnej. Przez chwilę jej towarzyszę, po czym jadę na górę, na piąte piętro do Antka. Jestem tak podniecony, że się jąkam pytając pielęgniarki, gdzie leży mój syn.20.00
Spędzam z nim 3 minuty. Na tyle mi pozwalają pielęgniarki. Zapada noc. – Dobranoc mój synu. Robię mu zdjęcie w inkubatorze, gdzie się dogrzewa i zjeżdżam na dół do żony.
20.00-23.58
Siedzę przy Ani na sali pooperacyjnej. Opowiadam jej jak wygląda Antek, pokazuję jej zdjęcia naszego syna. Masuję od czasu do czasu jej nogi, w których nie ma czucia po znieczuleniu. Wciąż mamy nadzieję, że jeśli do 23.00 odpuści jej znieczulenie i stanie na nogach (dosłownie) – przewiozą ją na górę do dziecka. Ale tak się nie dzieje. Ania jest wykończona, pielęgniarki dyżurne zapraszają mnie na 07.00 rano, kiedy to prawdopodobnie przewiozą Anię do dziecka. Jesteśmy niby w czwórkę, ale bez naszych dzieci… Wykorzystujemy to na trzymanie się za rękę i rozmowy: o naszej rodzinie, o tym czy będzie lepiej, o wszystkim. Powoli dogasa dzień pełen wrażeń. Dzień, w którym Ania po raz drugi została matką, a ja ojcem…P.S. Tego “bloga” pisałem na iPhone, korzystając z narzędzia “Notatki”. Zdjęcia robiłem też na iPhone. Rozważałem jeszcze nagranie głosu syna na “QuickVoice”, ale byłem chyba juz zbyt podniecony, aby poza słowem i zdjęciami, zająć się jeszcze trzecim medium przekazu. Dzięki iPhone wszystko to, co widziałem – wysyłałem bliskim osobom. Uważam, że iPhone jest najlepszym narzędziem dla mężczyzny towarzyszącemu żonie pdoczas porodu – nie ma w tym przesady. Sprawdził się po prostu w warunkach bojowych. I właśnie dzięki niemu to czytacie oraz oglądacie :-)
GD Star Rating
loading...GD Star Rating
loading... -
1 Comment
Myślę o tym, jak zbudować rodzinę – od podstaw, dobrze; tak, jakby zapomnieć, że miało się matkę, ojca, którzy popełnili pewne błędy wychowawcze i życiowe… Jakby zapomnieć też o swoich błędach: popełnionych w stosunku do żony, dziecka…
Ale ważne jest by chcieć to zbudować, postawić solidny fundament dla siebie i dziecka, dzieci dziecka i tak dalej. Strasznie mi zależy, by to się udało właśnie mnie, by moja rodzina była szczęśliwa długoterminowo, to znaczy wielopokoleniowo.
Teraz odczuwam to znacznie silniej niż kiedykolwiek wcześniej, od momentu, w którym dowiedziałem się (17.08.2008), że moja żona jest w ciąży i będę drugi raz ojcem…
GD Star Rating
loading...GD Star Rating
loading...

Ostatnie komentarze