Jadczak.net

Blog i strona domowa Arkadiusza Jadczaka

Podaj dalej

Bookmark and Share

Archiwum

Kalendarz moich wpisów

February 2012
M T W T F S S
« Oct    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  

Sprawdź, gdzie byłem

    Powered by FourSquare Recent Checkins

    Strona domowa

    • Nie wybieram się na urlop, ale właśnie zacząłem rodzinne wakacje. Wczesnym rankiem odprowadziłem córkę na zbiórkę, skąd wyjechała nad morze na pierwsze w swym życiu kolonie. A chwilę później spakowaliśmy się i we czwórkę (ja, moja żona i dwoje naszych synów) przeprowadziliśmy się do podłódzkich Sokolnik – miasta-lasu. Na dwa miesiące, aż do rozpoczęcia roku szkolnego. Zacząłem więc życie w lesie, a moja córka Nela swoje pierwsze kolonie.

      Wiele się zmieniło od czasu, gdy jako mały chłopak wyjeżdżałem pierwszy raz na kolonie. To było lato 1981 roku, szary Jelcz 043 (tzw. “Ogórek”), nieznane twarze synów i córek łódzkiej klasy robotniczej, pomidory i jabłka w torbie jako prowiant na drogę. Pamiętam, że trzęsło, fotele były niewygodne (kąt 90 stopni), a niemiłosierny upał spowodował, że dojechałem nad morze cały mokry. Nigdy tego nie zapomnę. Kolonii też, bo była to niezła szkoła życia…

      Dziś moja córka Nela wsiadła do nowoczesnego autokaru z klimatyzacją, zasłonkami, regulowanymi fotelami i przemiłymi opiekunami. Na start Pani wychowawczyni zebrała od wszystkich dzieci kieszonkowe, dzięki czemu rodzice mają gwarancję, że wszystkie pieniądze nie zostaną wydane pierwszego, maksimum drugiego dnia. Moi rodzice trzydzieści lat temu takiej pewności nie mieli… Ale nie oszukujmy się – nie mieli też pieniędzy ;-) Nela wyjechała z czwórką swoich koleżanek z klasy, więc już przynajmniej zna cztery osoby i może w piątkę przetrwają razem wszystkie “kolonijne atrakcje”. Dlatego cieszyłem się razem z nią i jestem pewny, że jej się spodoba.

      Co prawda nie na wszystkich zdjęciach jest uśmiechnięta, ale dawno nie widziałem jej tak podekscytowanej i zadowolonej. W końcu zaczęła prawidzwe wakacje. Ja też, bo właśnie siedzę wśród drzew na werandzie drewnianego domu w środku lasu i pisząc ten post słucham dogasającego śpiewu ptaków. Dawno tak nie odpocząłem jak dziś. Wakacje czas zacząć!

      GD Star Rating
      loading...
      GD Star Rating
      loading...
      2 Comments
    • O trudnym macierzyństwie, problemach matek wychowujących (często samotnie) dzieci pisze się dużo. O trudnym ojcostwie – dużo mniej.

      Dlaczego jednak nie powiedzieć choć trochę o tym, z czym borykają się ojcowie? Wywalić prosto z mostu, z czym się kojarzy ojcostwo, ale nie ubarwiać historii jak w kolorowych pismach… Nie żeby narzekać, tylko podzielić się uwagami z innymi ojcami. Szczególnie w momencie “zmęczenia materiału”, bo trudno się wtedy dzielić tym z żoną, skoro matki już z założenia mają więcej obowiązków wychowawczych, szczególnie w okresie niemowlęctwa. Poza tym facet szybciej zrozumie faceta.

      Do utraty tchu

      Jestem ojcem. Zmęczonym ojcem trojga dzieci, który zbyt późno zaczął być ojcem i może w złym momencie swojego życia zawodowego. Ale zawsze jest zły moment. Albo zawsze dobry. Zależy jak na to patrzeć. Ja w każdym razie uważam, że zostałem ojcem zbyt późno, nie miałem i nie mam już takiej energii, jaką miałem 15-10 lat temu. Więc kiedy wracam do domu, do dzieci, totalnie zmęczony i wytarmoszony przez stres(y) – często nie mam siły się z nimi bawić, czuję się jak bokser, który zszedł z ringu a przed nim kolejna walka… Trudno się wtedy podnieść z desek i rzucić z radością do kąpieli, karmienia, usypiania czy innej czynności, które są niezależne od nas – dzieci albo tego wymagają, albo tym żyją, czekają na powrót ojca do domu jak na wielkie wydarzenie. Dla nich to początek – dla nas często koniec. Nie potrafię się zregenerować w domu, nawet zajmując się dziećmi. Po prostu ostatkiem sił staram się dotrwać do ostatniego punktu programu, czyli usypiania. I często też wraz z dziećmi zasypiam, tak mocno, że żona nie może mnie dobudzić i nad ranem otwieram oczy zdziwiony, że minęła noc, a ja leżę w ubraniu… Czas robi się względny. Wydaje mi się, że leżałem godzinę – spałem zaś całą noc.

      Różnica między trzy a dwa to nie jeden…

      Inaczej było z jednym dzieckiem, inaczej jest z trójką. Liczba ma kolosalne znaczenie. Choć niektórzy mówią, że dwójka czy trójka – nie ma to już takiego znaczenia. Ma. I to bardzo duże. Różnica jest odczuwalna na każdym kroku – czynności nie są już dublowane jak przy dwójce dzieci – są podniesione do potęgi trzeciej… Nie wiem jak to jest, ale przyrost obowiązków wraz z trzecim dzieckiem następuje geometrycznie. Zaczyna po prostu brakować czasu, rąk, cierpliwości. Zarówno mnie jak i mojej żonie chwilami chce się wyć. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że małe dzieci nie mają empatii, która pozwoliłaby rodzicom na chwilę wytchnienia. Nie można też przed nimi się schować. Bo trzeba być przy nich. Jako ojciec trojga dzieci odkryłem, że nie ma w domu takiego miejsca, aby w nim choć na chwilę się schować, odpocząć, na spokojnie pomyśleć, czy chociażby zamknąć się tam, aby … wyć…

      Płeć

      Bycie ojcem córki, a bycie ojcem syna – to zupełnie dwie różne dyscypliny… Przy córce, przynajmniej mojej – mogłem robić wszystko, a dom był wypełniony spokojem i ciszą. Gdy pojawił się mój pierwszy syn – cały dom stanął na głowie. Nieliczne chwile ciszy zdarzają się tak rzadko, że o tym luksusie marzę praktycznie non-stop, a w szczególności wychodząc z domu. Nie jestem typem milczka, odludka, niemowy, ale nigdy w życiu nie pragnąłem tak bardzo zwykłej, 10-cio minutowej ciszy w ciągu dnia… To pewnie jest też cecha osobnicza – niektórzy być może potrzebują głosów, rejwachu, hałasu, w którym czują się komfortowo. Dla mnie ojcostwo i wychowywanie chłopca już chyba do końca życia będzie się kojarzyło z nieustannym hałasem, chaosem i chłopięcym wrzaskiem – tak silnym momentami, że w swoim mózgu można poczuć kłucie. Pewnie i przyjdą takie momenty, że będę tęsknił za odgłosami dzieci w domu – teraz jednak tęsknię za ciszą. Kojącą, uspokajającą, cichą.

      Powtarzalność

      Z rozrzewnieniem wspominam czasy, kiedy miałem jedno dziecko, a każda czynność, nawet ta powtarzalna jak karmienie, przewijanie, kąpanie, spacer, usypianie – sprawiała frajdę. Przy trzecim dziecku włącza mi się jakiś magiczny licznik i pyta retorycznie: “ile można?”. Wszystko chce mi się skracać, robić szybciej, albo z tego zrezygnować. Dlaczego? Bo w grę wchodzi właśnie ta cholerna powtarzalność, terminowość, nagłość, która po całym dniu pracy wydaje się jeszcze bardziej wymagająca od obowiązków zawodowych. Praca to po prostu przyjemność w porównaniu do wychowywani dzieci. Dlatego teraz zaczynam rozumieć ten niesamowity pęd ku pracy kobiet kończących urlop macierzyński czy wychowawczy. Jeśli mnie, jako ojca dobija ta powtarzalność – co ma powiedzieć moja żona? Ciekawe czy to samo odczuwają ojcowie trojaczków? Czy jest różnica między robieniem czegoś trzy razy od razu, czy robieniem tego trzeci raz pod rząd, ale jednak w długich odstępach (kilkuletnich)?

      Coda

      Właściwie to moje największe bolączki i cieszę się, że są to tylko takie problemy, bo przecież nie mogę narzekać na zdrowie i kondycję swoich dzieci, ich rozwój, w ogóle ich – bo dają mimo wszystko poczucie sensu, dają radość, choć często nie starcza sił na jej celebrowanie. Moja refleksja to proste uznanie, że bycie ojcem to jeden z wielu testów męskości, wytrzymałości, próba, którą jeśli się przejdzie – czeka nas satysfakcja. A może nie tylko ona? Bycie ojcem to wszakże dar od życia i również dawanie czegoś, siebie – innym: dzieciom, żonie. Powtarzam więc sobie z uporem, że muszę zatem niczym ten bokser powalony przez obowiązki i trudy dnia podnieść się z desek i stanąć jak gdyby nigdy nic do dalszej walki z przeciwnościami. Nie wiem czy i Wasza walka drodzy ojcowie to waga ciężka, lekka czy piórkowa. Moja na pewno łatwa nie jest – mówię to tylko, żeby się zachęcić do dalszych trudów – bo według mnie ojcostwo jest trudne. Po prostu przekonałem się o tym na własnej skórze.

      Na koniec trzy sceny z ojcostwa – każda z innym moim dzieckiem w roli głównej. Przy Neli jeszcze się uśmiechałem, Antoniego męczę fizycznie, by poszedł wcześniej spać, a ukojenie znajduję jedynie przy Aleksandrze :-)

       

      GD Star Rating
      loading...
      GD Star Rating
      loading...
      No Comments
    • Po serii chorób spod znaku grypy, czasie spędzonym w domu z termometrem w ręku, nerwówce i nieprzespanych trzech nocach (tak, trójka chorych dzieci plus żona to już jest wyzwanie dla jedynego nie chorującego domownika), udało mi się dziś wyjść z córką na rodzinne warsztaty karnawałowe organizowane przez łódzkie Muzeum Fabryki w Manufakturze.

      Miejsce być może nie kojarzy się z działaniami plastycznymi, ale pracownicy zorganizowali to naprawdę fajnie, za co należą im się same pochwały. W kameralnej atmosferze, przy dźwięku krosien uruchamianych co pewien czas dla zwiedzających muzeum, a na nas działających mobilizująco – można się było całkowicie zrelaksować. Tematem prac były maski karnawałowe, które przyszykowaliśmy na zbliżający się za 9 dni – bal ostatkowy. Razem z Nelą przygotowaliśmy aż 6 masek. I dawno już się tak nie uspokoiłem siedząc na krześle przy stole pełnym farb, pędzli, klejów, brokatów, błyskotek, piórek, kokard i wszelkich bibelotów, które mogły przydać się do fantazyjnego ozdobienia masek. Sprawdziły się zresztą bardzo dobrze.

      Sam przygotowałem aż dwie maski, które nazwałem: “Avatar” oraz “San Francisco”. O ile pierwsza nawiązuje bezpośrednio do wyglądu Navi, o tyle druga ma wszystko, aby niczego nie zabrakło ;-) i dobór kolorów również nie jest przypadkowy ;-)

      Nela zrobiła aż 4 maski karnawałowe i poszła zdecydowanie w minimalizm: “Kotek”, “Piórko”, “Tęcza” i “Gwiazdka” to albo czarne, lekko przyozdobione maski dla tajemniczej kobiety, albo żółto-czerwone dla nieco odważniejszej damy.

      Wszystkie maski karnawałowe można obejrzeć na poniższych zdjęciach, które wykonałem telefonem w pośpiechu, aby papierowe maski nie odeszły wraz z tegorocznym karnawałem.

      I znów Manufaktura okazała się idealnym miejscem na niedzielne popołudnie, gdzie wcale nie trzeba od razu coś kupować i konsumować, aby poczuć się lepiej – można po prostu miło spędzić czas z dzieckiem, zrealizować się choć trochę twórczo, a przede wszystkim zrobić coś własnymi rękoma i mieć z tego dużą frajdę. W dodatku pod okiem instruującego nas plastyka. Jak tworzyć coś z niczego – to tylko w muzeum :-)

      GD Star Rating
      loading...
      GD Star Rating
      loading...
      No Comments
    • No więc spotkaliśmy się wczoraj rano we trójkę: moja żona, ja i nasz nowy syn – Aleksander. Było przy nas kilku ludzi w fartuchach, ale to nie ma znaczenia, bo szybko się rozeszli i resztę dnia spędziliśmy już sami, dotykając się, patrząc na siebie i wzajemnie się wąchając.

      Aleksander jest wielki i chyba wyrośnie na wysokiego chłopa. Chciałbym. Dziś przedstawiłem mu jego siostrę Anielę, wierną kopię Aleksandra sprzed ośmiu lat. Został jeszcze Antoni, o którym tylko opowiadałem nowemu przybyszowi, nieco go ostrzegając, że w domu “powita” go silniejszy brat. Choć pewnie nie raz w życiu go także obroni.

      A póki co próbujemy się ogarnąć w domu bez żony / matki, gdzie choć wszystko jest już przygotowane na przybycie piątego domownika – brakuje tej najważniejszej osoby. Pochmurno. Sobota, popołudnie, 12 lutego 2011, gdzieś w okolicach środka Europy. Take five. Bo potem będzie się działo…

      GD Star Rating
      loading...
      GD Star Rating
      loading...
      2 Comments
    • Dziś dowiedziałem, że moim trzecim dzieckiem będzie chłopiec. Kiedy ma się już córkę i syna, zatem w rodzinie jest równowaga płci (2/2) – w takim momencie oczekiwanie na tę wiadomość jest ubarwione dodatkową ciekawością, jak będzie wyglądał dalej – nie chcę powiedzieć “układ sił”, bo rodzina to nie walka, ale: związek. Kogo będzie więcej, a zatem która większa grupa będzie opiekować się mniejszą, co jest chyba zjawiskiem naturalnym, wręcz biologicznym.

      Dlatego tak cieszę się, że to chłopiec. W trzech facetów na pewno damy radę wspierać nasze dwie kobiety: moją żonę i córkę. Od trzech facetów dostaną więcej miłości, szacunku, ciepła. Ale patrząc też i z drugiej strony – będzie sześć rąk do pracy, sześć nóg do poszukiwań, sześć oczu do ogarnięcia tego wszystkiego, co zapewne przed nami: czyli wspólnego życia. Mam nadzieję – jak najdłuższego.

      Trójka dzieci to niebywałe wyzwanie – i teraz – pomimo życia “w czwórkę” nie potrafię sobie jeszcze przedstawić jak będzie wyglądał podział prac między mną a żoną, ponieważ dotychczas rozkład prac czy obowiązków – np. usypianie dziecka – mogło rozłożyć się równomiernie: moja żona usypia syna, ja usypiam córkę. A od lutego? To właśnie nieparzystość stanowi to niebywałe wyzwanie. Ale “trzy” to moja szczęśliwa liczba, Bóg kocha trójcę, a ponadto nasza córka stanowi jakby część wspólną: jest najstarsza spośród rodzeństwa i już udowodniła, że potrafi nam pomagać. I najwięcej radości dziś właśnie przysporzyła mi nie sama wiadomość o płci trzeciego dziecka, tylko jej radość, że będzie miała drugiego brata.

      GD Star Rating
      loading...
      GD Star Rating
      loading...
      No Comments
    • Kim jesteś tajemnicza istoto? Pewnie przybyszem z kosmosu. Czy będziesz “Nią” czy raczej “Nim”? Czy będziesz bardziej podobna/y do mnie czy do mojej żony? Jak dać Ci na imię?

      Mnóstwo pytań.

      Lecz teraz zamiast szukać odpowiedzi – patrzę, próbuję słuchać, staram się niczym dziecko zrozumieć, że już jesteś, że wkrótce będziesz z nami.

      GD Star Rating
      loading...
      GD Star Rating
      loading...
      1 Comment
    • Skype ma tyle lat, co moja córka Nela. 7 lat to wystarczający czas, by podbić rynek w przypadku firmy, 7 lat to wystarczający wiek, by korzystać z tego genialnego wynalazku w przypadku dziecka…

      Ale kiedy twórcy Skype: dwóch szwedzkich programistów Niklas Zennström i Janus Friis wraz z grupą estońskich programistów z Talinna wymyślało ten komunikator – nie zdawali sobie chyba sprawy jak szerokie znajdzie on zastosowanie… A człowiek jest pomysłowy, w szczególności Polak ;-) Ostatnio dowiedziałem się, że mój kolega spowiada się księdzu przez Skype… Drugi znajomy, którego dziecko po rozwodzie mieszka kilka tysięcy kilometrów wraz z matką – czyta przez Skype córce bajki do snu. Czytałem też o uczeniu się języków obcych z nauczycielem, właśnie poprzez Skype. Hitem, o którym tylko słyszałem – jest transmitowanie meczu piłkarskiego przez polskich kibiców zrozpaczonych faktem, że transmisja była w zakodowanym kanale telewizyjnym, w ramach wideokonferencji zorganizowanej przez jedynego szczęśliwca, który siedział z laptopem z włączona kamerą nakierowaną na ekran telewizora… I pewnie jeszcze setki osób wykorzystuje Skype do rożnych celów, o którym nie śniło się ani poetom ani filozofom.

      Ja jednak, przebywając często zagranicą, uwielbiam “łączyć się z domem” co wieczór i po prostu: patrzeć na rodzinę, której mi cholernie brakuje, widzieć ich, choć dzieli nas równo tysiąc kilometrów, czyli milion metrów, czyli sto milionów centymetrów… Dzięki Skype mój syn Antoni, czy córka Nela, czy wreszcie żona Ania są kilka centymetrów przed moimi oczami, słyszę ich, a czasem wygłupiam udając, że ich całuję – zbliżając usta do kamery ;-) Nic nie zastąpi tej normalnej obecności, bliskości rodziny na kilka centymetrów, ale gdyby nie Skype – mógłbym tylko słuchać ich przez telefon. A tak pokazuję córce co robię, ona pokazuje mi, co narysowała, wygłupiam się z synem, który czasem wręcz chce wejść przez ekran do mojego pokoju… Thanks God is Skype

      GD Star Rating
      loading...
      GD Star Rating
      loading...
      2 Comments
    • Zaczynałem pisać tego bloga, kiedy rodził mi się syn – dokładnie rok temu. Właściwie te narodziny Antka mnie natchnęły do tego, by wszystko spisywać – wszystko to, co ważne w moim życiu, rodzinie.

      I już minął rok – rok pełen wydarzeń, które biegły, pędziły wręcz, a to był cały rok z życia człowieka – w moim przypadku jeden z 37 takich lat. W przypadku mojego syna – pierwszy i najważniejszy rok, w którym się poznaliśmy nawzajem, pokochaliśmy, on zaczął chodzić, rozrabiać, gaworzyć. I choć nie umie jeszcze zdmuchnąć świeczki urodzinowej – umie już bardzo dużo. A kiedy patrzę na ciężką, wręcz siermiężną pracę i ogromny wysiłek mojej żony, która przeznacza wszystkie swoje siły na wychowywanie dzieci – wiem, jestem pewien, że właśnie tego potrzebują – zarówno nasz roczny syn jak i siedmioletnia córka. Ja to właśnie dostałem od moich rodziców i to mnie stworzyło. Dlatego w to wierzę.

      GD Star Rating
      loading...
      GD Star Rating
      loading...
      No Comments
    • Halloween dopiero jutro, ale kiedy dziś wróciłem do domu z pracy – moje dziecko już czekało na mnie aby pochwalić się jaką dynię przygotowało na tę okazję :-)

      Dynia ważyła 7 kilogramów, nabyła ją moja żona drogą kupna i teraz Pani Dynia stoi na parapecie okna, gdzie przy zgaszonym świetle oglądamy ją niczym piątego domownika ;-)

      Ja wiem, że to nie jest polski zwyczaj, że my inaczej obchodzimy Święto Zmarłych/Wszystkich Świętych, ale warto było chyba wydać te 10 zł, aby była jakaś odmiana w domu w tym dość ponurym okresie.

      GD Star Rating
      loading...
      GD Star Rating
      loading...
      3 Comments
    • Oglądać siebie na rysunkach wykonanych przez własne dziecko – to jak widzieć przepowiednię… Albo śnić. Nela ostatnio rysuje nas jako kompletną rodzinę, a na tych rysunkach jesteśmy wszyscy jak z innego świata, jak z bajki.

      Mój syn, a jej brat już stoi, pomimo, że dopiero siedzi, ja mam nogi dłuższe o jakieś 50% niż w rzeczywistości, za to moja żona ma wybujałe fryzury.

      To tylko kilka przykładów “Szkiców rodzinnych”, jak je nazywam. Jest ich dużo więcej, cały cykl :-)

      GD Star Rating
      loading...
      GD Star Rating
      loading...
      No Comments
     
    Get Adobe Flash playerPlugin by wpburn.com wordpress themes